czwartek, 30 maja 2013

Rozdział piąty

Cześć ludki!Jak obiecałam rozdział w długi weekend.No to przyznać się,kto był dzisiaj na procesji :D?Mam do was pytanie.Czy ktoś z was umie robić szablony do blogów lub zna dobrą szabloniarnie?Chciałabym zmienić co nieco wystrój bloga.Kończę przynudzać i życzę miłej lektury.
Następny rozdział pojawi się jak pod tym postem będą 2 komentarze.Jak nie to tygodniowa przerwa.
                                                                     ***
Pytanie za 100 punktów.Co zrobiłam gdy Chejron powiedział:"Finnaly czas żebyś poszła do Wyroczni."?Odpowiedź to zemdlałam.To może być nawet chyba jakiś rekord.Stracić przytomność tyle razy w ciągu niecałych paru dni.Kontynuując obudziłam się w Izbie Chorych.Obok mnie siedział Connor i trzymając mnie za rękę,rozmawiał z Julie.Żeby nie dać po sobie poznać,że wróciłam do świata żywych leżałam cicho z zamkniętymi oczami.
-Connor mam poważne wątpliwości co do tego czy może jechać na misję.Zastanowiłeś się co by było,gdyby zemdlała podczas walki?Jeśli nie to ci powiem.Musielibyśmy odprawić kolejny pogrzeb-powiedziała dziewczyna.
-Julie,przecież ona nie jedzie tam sama!Może przecież zabrać,ze sobą towarzyszy.Jednym z nich na pewno będę ja.Drugim pewnie ty.Spokojnie.
-O tak,bo ty na pewno jej obronisz!Dopiero co zostałeś znokałtowany przez cyklopa!Jak ty to sobie wyobrażasz?!-wykrzyknęła Julie.
-Normalnie!Przecież jesteś jeszcze ty!-odkrzyknął chłopak.
-Bo ja sobie w razie czego świetnie poradzę z dwójką rannych herosów!Będę jednocześnie was leczyła i walczyła z wrogiem!
-Widzisz to nie takie trudne!Sama mówisz,że dasz sobie świetnie radę!
-To był sarkazm idioto!
Myślę,że ta kłótnia trwała by nadal,gdyby nie to,że się ujawniłam.
-Cześć.Jak tak was słucham,to stwierdzam,że byłaby z tego niezła komedia-powiedziałam.Mało tam nie zeszli na zawał.
-Finn!Jak się czujesz piękna?-powiedział Connor.
-Dobrze,tylko trochę mnie łupie w głowie.
-Chejron przełożył datę pójścia do Wyroczni na za dwa dni,od czasu,w którym się obudzisz.
-Finn,gdy tylko poczujesz,że robi ci się słabo masz wziąć dwie tabletki-powiedziała Julie.
-OK.To ja idę.Papa.Chodź Connor-powiedziałam do dziewczyny wstając z łóżka.
-Finn!-krzyknęła Julie.
-Tak będę pamiętać o tabletkach.Hej!-odkrzyknęłam.
Wychodząc ze szpitala,miałam nadzieję,że już nigdy(a w przynajmniej najbliższym czasie)tam nie wrócę.Connor zaprowadził mnie do mojego domku.Wchodząc do środka miałam dziwne wrażenie,że ktoś mnie obserwuję.Chłopak chyba też to odczuł,więc rozejrzał się nerwowo dookoła i wszedł szybko razem ze mną.To co tam zastałam przebiło moje oczekiwania.Wszędzie walały się,nie znanego pochodzenia piórka i sprężyny.Mój materac!To z niego wszystko wyskoczyło.Najdalszym kącie uformowała się górka.Już wiedziałam,kto tak nabroił.Na samym czubku kupki leżała jak niby nigdy nic Aithre.Gdy tylko mnie zobaczyła szybko zagrzebała się w piórkach.Wyciągnęłam nią z nich za kark,pokazałam jej,że tak nie można i obiecałam sobie,że przez najbliższy tydzień maluch nie dostanie żadnej kości.Razem z Connorem zaczęliśmy sprzątać.Trwało to aż to wieczora.Po kolacji byłam tak zmęczona,że od razu poszłam spać.Chejron mi pozwolił,bo wiedział w jakim jestem stanie.Teraz kolejne pytanie.Tym razem za 50 punktów.Czy spałam normalnie?Odpowiedź brzmi: nie.Śniło mi się,że znów jestem w tej dziwnej komnacie z galaktyczną bańką.Obok niej znów stał ten brzydal.Jednak coś się zmieniło.Teraz to pomieszczenie emanowało wielką mocą.
-Jak tam sytuacja z Argesem?-spytała się bańka brzydala.
-On już się raczej nie odrodzi-powiedział facet szeptem.Coś czułam,że ten ktoś boi się tego tworu.
-Dlaczego?!Mów,bo zmiotę cię z powierzchni ziemi tak,że przesiedzisz całe lata w Tartarze!-wykrzyczała bańka.Powietrze było już tak naładowane energią,że aż piekła skóra.
-Ta nowa,od Artemidy jakoś się dowiedziała,jak zniszczyć istotę by ta już nie wróciła.To źle wróży Panie-odpowiedział Pan Brzydal.Nowa?Od Artemidy?To chodziło o mnie.Dotarło to do mnie dopiero po paru minutach.Mój mózg był czymś spowolniony.Przed oczami zaczęły mi przeskakiwać różne obrazy,które w końcu przybrały jeden,niewyraźny kształt.
-Mama?Co ty tu robisz?-spytałam się przerażona.
-To nie czas na pytania!Słuchaj.Nie możemy czekać.Musisz jak najprędzej iść na misję.ON rośnie w siłę.Niedługo zacznie szukać tego,co nas zniszczy.Teraz zniknę,a ty się obudzisz.
Sen przerwał mi dźwięk korchy wołającej na śniadanie.Szybko się ubrałam i pobiegłam do Chejrona.Centaur powiedział,że nie ma możliwości by dziś wysłać mnie na misję,bo Rachel wyjechała.Wracając zawiedziona poczułam na sobie wzrok czyiś oczu.Odwróciłam się szybko i zdumiałam.Zza krzewu obserwowała mnie dziewczynka.Na oko 8-letnia.Miała ciemne,blond włosy,szare oczy i wypieki na policzkach.Nosiła zwiewna,muśminową sukienkę i rzymianki.W uszach dostrzegłam kolczyki w kształcie sów.Już wiedziałam kim jest.Przede mną stała córka Ateny.
-Cześć.Jak się nazywasz?-spytałam.
-Clare Amson.Mam 9 lat i jestem córką Ateny.Wiesz,że najwyższy punkt na świecie to Mount Everest,a najniższy to Rów Mariański?
-Tak.Ja jestem Finnaly Ramosca i jestem córką Artemidy-odpowiedziałam Clare.
-Naprawdę?Jejku...Ale naprawdę?Ona chyba nie może mieć dzieci?Prawda?-zapytała się mnie mała z zachwytem w oczach.Nigdy nie widziałam takich u dziecka.Pod warstwą dziecinności skrywana była inteligencja.
-Jeśli ja tu jestem,to chyba może-powiedziałam z uśmiechem.Spodobała mi się ta mała.
-Wszyscy mówią o twojej misji.Weźmiesz mnie ze sobą?Proszę.
-No nie wiem.To niebezpieczna wyprawa.
Wcale nie uśmiechało mi się branie małego dziecka na misję.Gdyby jej się coś stało chyba bym sobie nie wybaczyła.
-Ale ja umiem walczyć!Chodź pokażę ci!-zawołała mała.Coś tak czułam,że szybko nie zrezygnuje.Clare prowadziła mnie na arenę.Dziś trenowały tam dzieci Apolla.Mała od razu podbiegła do jednego z najlepiej zbudowanych chłopaków i wyzwała go na pojedynek.
-Tylko nie dawaj mi forów.Wiem kiedy tak jest.Patrz Finn!-zawołała.Walka trwała może jakieś 5 minut.Clare nie dawała się tak łatwo.Mając do dyspozycji tylko sztylet nieźle jej to wychodziło.Potem zrobiła coś o co bym jej nie posądzała.Ta mała,chuda dziewczynka zrobiła salto i wskoczyła na plecy przeciwnika przytykając mu nóż to gardła.Tak oto zakończył się ten pojedynek.Nie powiem,że nie byłam pod wrażeniem,ale nadal nie chciałam jej wziąć.Uważałam,że jest jeszcze za młoda.W sumie ja tez byłam,ale co tam.
-Nadal nie jestem przekonana co do twoich umiejętności-powiedziałam.
-To chodź pokażę ci jak latam.
Clare zaprowadziła mnie to stajni pegazów.Prawdziwych pegazów!Wszystkie były piękne,ale jeden w szczególności.Stał w samym kącie.Jego umaszczenie wydawało się być ze srebra.Na samym środku głowy,między oczami miał czarną gwiazdę.Gdy chciałam go pogłaskać wpadł w panikę i uciekł do samego rogu boksu.
-To Mindaj.Uratowaliśmy go jakiś tydzień temu z rąk cyklopów.Od tego czasu jest bardzo nieufny.Teraz chodź pokaże ci mojego pegaza.Dostałam go w prezencie od matki-powiedziała i zaprowadziła do innego boksu po drugiej stronie.Stał w nim pegaz maści kasztanowej.Na jego głowie widniała sowa.
-A o to i Musli.Patrz jak na nim latam-powiedziała Clare.
Wyszłyśmy na zewnątrz.Dziewczynka wsiadła na grzbiet zwierzęcia i wzleciała w górę.Robiła salta,śruby i inne akrobacje.W końcu spikowała w dół(czym mało nie doprowadziła mnie do zawału)i znalazła się tuż obok mnie.
-To mogę z tobą iść na misję?-spytała się po raz kolejny.
-Pomyślę.
Gdy Clare to usłyszała wyściskała mnie za wszystkie czasy,mało mnie przy tym nie dusząc.Chwilę potem zaczęłyśmy rozmawiać o nieistotnych rzeczach typu gdzie mieszkałaś zanim się tu znalazłaś.Z nieznych powodów wyśpiewałam jej wszystko.Zrozumiała i nie próbowała mnie pocieszać.Nie cierpię tego.To nigdy nie brzmi szczerze.Naszą miłą pogawędkę przerwał Connor,który akurat zbiegał ze wzgórza.
-Finn!Rachel przyjechała!Musisz szybko iść po przepowiednie!-wołał.
Szybko pożegnałam się Clare i pobiegłam za chłopakiem.Zaprowadził mnie do małego,pomarańczowego domku na obrzeżach lasu.W środku było dość przytulnie.Miękkie meble i włochaty dywanik dawały klimat.Lecz nigdzie nie widziałam tej całej Rachel.Bałam się.
-Connor,ja się boję-powiedziałam.
-Nie masz czego.To nic strasznego.Naprawdę.Musisz mi obiecać jedną rzecz.Cokolwiek od niej usłyszysz weźmiesz mnie ze sobą.Przysięgnij na Styks.
-Przysięgam na Styks.
-Cześć Connor i cześć Finnaly.Wiele o tobie słyszałam-powiedział jakiś głos za mną.Odwróciłam się.W drzwiach stała dziewczyna.Miała rude,kręcone,sięgające do ramion włosy i piegi.Ubrana była w obozową koszulkę i popisane rybaczki.
-Cześć.Ty chyba jesteś Rachel?-powiedziałam.
-Tak.Connor wyjdź.Czuję,że przepowiednia się zbliża.
Connor szybko wyszedł,a ja rozsiadłam się wygodnie.Rachel usiadła na przeciwko mnie i spojrzała mi głęboko w oczy.Stopniowo jej spojrzenie się zmieniało.Najpierw widziałam jej zwykłe niebieskie oczy,potem jej spojrzenie zasnuła mgła,a następnie oczy stały się zielone.Dziewczyna wyprostowała się gwałtownie i dostała drgawek.Wokół niej zaczęła gromadzić zielona energia,która oplotła ją niczym wąż.Gdy ta znikła Rachel utkwiła we mnie swe spojrzenie i powiedziała nieswoim głosem:
Do Erebu córa Olimpijki wybrać się musi,
by odkryć tajemnicę strzeżoną pilnie.
Wielki Pan zapomniany powstaje i użyć się jej nie zawaha,
by wygnać bogów z tego świata.
Miłość odnajdzie,mało jej nie straci,
razem z sobą zabrać może tylko trzech braci.
Po tych słowach dziewczyna straciła przytomność,a ja zastanawiałam się co to wszystko znaczy.

3 komentarze:

  1. No no, rozdział bardzo ciekawy i porywający. Od razu zaczęłam się zastanawiać, co znaczy ta przepowiednia. I polubiłam tą małą Clare ;D. Mam nadzieję, że Connor wyruszy z Finn na misję :D. Już się nie mogę doczekać next! PS. zmotywowałaś mnie do napisania 1 rozdziału ;D. Więc jak masz czas to zapraszam :P fivedevils.blogspot.com Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie rozdział drugi :D. fivedevils.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń