Hejo!Rozdział miał być w niedzielę,ale akurat wyjechałam nad jezioro z rodzinką.Parę notek informacyjnych.Stwierdziłam,że będę nadawać tytuły rozdziałom.W dniach 03.07.2013-14.07.2013 nie spodziewajcie się nowych rozdziałów.Będę wtedy na obozie wędrownym z moją drużyną.W nowej zakładce "SPECIALS" znajdziecie wszelkiego rodzaju speciale.Jak już wcześniej wspominałam mam zamiar założyć drugiego bloga.Piszcie co o tym sądzicie,bo Atena będzie miała focha :D.Co do poprzedniego posta.Napisałam,że mam plany wobec Connora.Wiedzcie,że więcej nie powiem wam nic żeby było ciekawiej.W wakacje posty będą się pojawiać mniej więcej raz na tydzień-dwa,bo wyjeżdżam razem z mamą nad jezioro.Mam zamiar tam troszkę po pomagać cioci i się wyluzować.Już kończę swoje wywody i życzę miłej lektury :D :D :D
***
Lecąc nocą nad Manhattanem nie myślałam totalnie o niczym.Po prostu nie miałam siły.To co się wydarzyło tego dnia mnie przerosło.Najpierw misja,potem strach Clare i w końcu śmierć Connora.Zamiast się zamartwiać gapiłam się na wszystko dookoła.Jeśli myślicie,że Nowy York jest piękny za dnia,to jesteście głupi.Setki tysięcy świateł tworzyły najróżniejsze formacje.Gdy jedne gasły,inne jakby na przekór się zapalały.Właśnie za to kochałam to miasto.Nigdy nie milkło,nie zasypiało.Zawsze był ktoś kto czuwał.Po chwili moje powieki zaczęły robić się ciężkie i zasnęłam.Nawet nie wiecie jak bardzo potem tego żałowałam.We śnie znalazłam się na szarym polu.Mając na myśli szarym mówię o szarym niebie,szarych topolach i szarej ziemi.Wokół mnie unosiły się jakieś postacie.A to matka z małym dzieckiem trzymającym się jej spódnicy,innym razem żołnierz z raną postrzałową,kiedy indziej staruszek wsparty o lasce.Już wiedziałam gdzie jestem.To właśnie był Ereb."Skoro to ma tak wyglądać to spoko.Będzie dość łatwo."-myślałam.Na Zeusa jak bardzo się myliłam.Nagle ujrzałam najpiękniejszą rzecz na świecie.Na horyzoncie unosiła się piętrowa wyspa.Dół błyskał srebrnym światłem,a góra złotym.Do tego z góry na dół płynął piękny tęczowy wodospad."To musi być Elizjum i Wyspy Błogosławionych."-pomyślałam kierując się w stronę raju.
Gdy dotarłam do srebrnej wyspy zatrzymali mnie strażnicy.Były to 2 duchy.
-Czuje zapach żywego człowieka.Kim jesteś dziecko?-spytał pierwszy.
-Finnaly Ramosca.Przyszłam do przyjaciela.
-Poczekaj chwilę-powiedział drugi spoglądając do opasłego tomu,który trzymał w rękach.-Ramas,Ramos o jest!Finnaly Ramosca-dopisek żywa.Nie możesz wejść.
-Ja tu przychodzę w naprawdę ważnej sprawie!Niech mnie panowie wpuszczą!-krzyknęłam.
-Nie ma mowy-powiedzieli chórem.
-Wpuście ją-powiedział jakiś obcy głos od,którego przeszły mi po plecach ciarki.Odwróciłam się.Za mną stał najbardziej przerażający facet jakiego widziałam.Miał krótkie,czarne włosy,jasną karnacje i czarne oczy z błyskiem szaleństwa.Ubrany był w ciemny T-shirt i czarne spodnie,na jego plecach spoczywała peleryna z motywem krzyczących twarzy,a cały efekt kończyła korona.Raz była to obręcz z kości,innym złota z brylantami.Już wiedziałam kim był ten facet.
-Ale Panie Hadesie ona jest żywa-odezwał się nieśmiało jeden z duchów.
-Co mnie to obchodzi!Ma tam wejść!-krzyknął Hades i sługowię rozpłynęli się w powietrzu zostawiając drogę wolną.
-Dziękuję Panie-powiedziałam kłaniając się,ale Hadesa już nie było.Przeszłam więc przez bramę.To co tam zobaczyłam mnie powaliło.Zieleń drzew,śpiew ptaków i cudny zapach kwiatów bardzo kontrastował z szarością Erebu.Wszędzie wokół mnie bawili się nastolatkowie.Jedni grali w piłkę,inni pływali w pobliskim stawie.Wszystko aż emanowało życiem.Tylko jeden chłopak siedział pod wierzbą zapatrzony w dal i rysował odruchowo patykiem w ziemi.Zgadnijcie kto to był?Mój Connor!Mój blondyniasty łamaga!Zaszłam go cicho od tyłu,a gdy tylko się nachyliłam do jego ucha...
-Cześć misiu!-wrzasnęłam.Chłopak odskoczył na metr ode mnie wrzeszcząc.Gdy się obrócił na jego twarzy zawitał niewyobrażalny smutek.
-Ty też zginęłaś Finn!To nie możliwe.Miałaś całe życie przed sobą.
-Zamknij się idioto!Ja tu tylko w odwiedziny.
-Ufff...już myślałem,że do mnie dołączyłaś-powiedział chłopak z ulgą.
-A co tak ci dobrze beze mnie?Jak tak to już sobie idę-powiedziałam z udawanym fochem.
-Nie coś ty!Chodź się przytulić w ramach przeprosin-powiedział.Cała rozradowana biegłam by wpaść w jego ramiona gdy nagle BAM!I już leżałam z guzem na czole.
-Ups...Zapomniałem,że duch może dotykać tylko ducha,a człowiek tylko człowieka-powiedział z niewinnym uśmiechem Connor.
-Ty blondyniasta szujo!-wrzasnęłam.
-No dobrze przepraszam.Zaraz to naprawię.Ej Michael chodź tu mamy problem!-krzyknął do jakiegoś chłopaka.W ciągu minuty podleciał do nas jakiś model."Pewnie od Apolla"-pomyślałam.
-Co jest?-spytał się owy Pan Top Model.
-Moja żywa dziewczyna nabiła sobie guza.Zrób z tym coś.
-Ok.Widzisz tamte drzewo z czerwonymi owocami?Zjedz jeden,a guz się wchłonie.
Po zjedzeniu tego owocu myślałam,że umrę.Nie dość,że miał ohydny smak i gorzki posmak to jeszcze był ostry.Ale guz się wchłonął.Nagle poczułam pewną zmianę.Obraz zaczął się rozmywać i pojawiał się inny.W końcu Elizjum zniknęło i pojawiłam się na łące.Słońce grzało,a obok mnie na kocu siedział jak gdyby nigdy nic...mój ojciec.
-Jak śmiesz pokazywać mi się po tym co zrobiłeś!-krzyknęłam.
-Przepraszam dziecko.
-Co mnie obchodzi twoje przepraszam?!Myślisz,że to wszytko naprawi?!Nie rozumiesz,że przez tyle lat się męczyłam?!Bałam się kiedy wpadałeś w ten swój pijacki szał!Płakałam kiedy mnie biłeś!Ale ciebie to nie obchodziło!Dla ciebie ważniejsza była wódka!-wykrzyczałam przez łzy.
-To był bardzo trudny okres w moim życiu.Nie wracajmy do tematu-powiedział spokojnie ojciec.
-Jak nie wracajmy?!Mówisz tak jakby cię nie obchodziło to,że cierpiałam!
-Szczerze?Nadal mnie to nie obchodzi.Mam cię gdzieś.Teraz gdy jestem duchem mogę pić na umór i nie obchodzi mnie to co ty wyprawiasz na ziemi.Dla mnie to możesz się równie dobrze zabić.
Nie wierzyłam w to co mówił mój ojciec.Coś było nie tak.Teraz wydawał się trzeźwy,a gdy za życia był trzeźwy (co zdarzało się rzadko,ale jednak) nadrabiał wszystko co zrobił złego.Nagle zauważyłam jeden istotny szczególik.Mój ojciec miał brązowe oczy,a nie zielone.
-Ty nie jesteś moim ojcem!Mój ma brązowe oczy!
-Ahh...Ci herosi są za sprytni.Za sprytni...-powiedział Pan Nieudolny Idiota Udający Mojego Tatę Którym Nie Jest.W tym momencie przyjął prawdziwą postać,a mnie wyrwało się...
-Brzydal!
-Cicho Pan zaraz przemówi-powiedział,a mnie sparaliżowało.I faktycznie głos bańki rozniósł się po łące.
-Rozszyfrowałaś mnie.Skoro tak dobrze znasz swojego tatusia to patrz co z nim teraz się dzieje-powiedział Głos.Przede mną zamigotał obraz.Był w nim duch mojego taty przymocowany do jakiejś dziwnej maszyny.Miał związane ręce i nogi,a liny naprężały się powoli rozciągając go.Potem pod nim otworzyła się szczelina i ojca wciągnęły do ziemi potwory.Czułam,że pode mną też otwiera się szczelina.
-Szkoda,że to tylko sen i nie wpadniesz do niej naprawdę-powiedział Brzydal.Po jego słowach straciłam równowagę i wpadłam do dziury.Czułam,że spadam i się obudziłam.Ale to nie był tylko sen.Ja naprawdę spadałam w dół.
O kurcze... Ciekawi mnie, kim jest ten cały brzydal :D. Szkoda, że ostatecznie nie udało jej się pogadać z Connorem. I rozbawił mnie Michael Top Model xD. Pisz jak najszybciej next! Pozdrawiam :P.
OdpowiedzUsuńCiekawe, kim jest " Pan Nieudolny Idiota Udający Mojego Tatę Którym Nie Jest". I trochę dziwi mnie to, że Hades tak po porostu wpuścił Finn do swego królestwa. Ogólnie: rozdział jak zwykle bardzo, bardzo dobry c:
OdpowiedzUsuńI PROOOSZĘ, zrób tak, żeby Connor i Finnaly mogli być w końcu razem ! :3
CONNALY < lub jak wolisz: FINNOR > 4EVER !!! <3