Hejo herosi i heroski!Nawet nie wiecie jak bardzo się jaram tym,że po jednym rozdziale jest prawie 100 wyświetleń!Może jak będziecie chcieli wrzucę jakiegoś speciala z tej okazji ;).Aktualnie jestem chora -,-,ale postanowiłam,że coś wam napiszę.Pamiętajcie,że każdy komentarz dodatkowo mnie motywuję i pomaga driadom.No dobrze już dłużej nie będę przynudzać.Życzę miłej lektury :).
__________________________________________________________________________
Obudziłam się.Wszystko mnie boli.Czemu?.Co to za dziwne miejsce?I co ja tu robię?Powoli zaczęłam sobie wszystko przypominać.Duży,bordowy pies,sosna i ten niebieski dom pojawiający się z nikąd jak jakiś ninja.
-O nasz nowy gość się obudził!-powiedział jakiś chłopak ciut za głośno.Miałam ochotę mu przywalić.Czy on nie wie,że po utracie przytomności może kogoś boleć głowa?
-A co nie widać?-spytałam dość ironicznym tonem.
-Uuu...nasza królewna pokazuję rogi-odpowiedział ten głąb.Jak on mnie denerwował!
-Nie nazywał mnie...
-Masz.To postawi cię na nogi!-powiedział bezczelnie mi przerywając i wręczając jakiś dziwny napój i ciasteczka.Co tam zawsze mówili na lekcjach o bezpieczeństwie?Żeby nie przyjmować nic od obcych?Chociaż tak w sumie...Jestem w jego domu.I tak,i tak nawet żebym chciała to bym w tym stanie nie uciekła.Spróbowałam troszkę.Matko,to była najsmaczniejsza rzecz jaką w życiu piłam i jadłam!Ciastka spakowały jak szarlotka babci,a napój identycznie jak guma balonowa.Potem pomyślałam,że fajnie by było poczuć w ustach smak mięty.Łał!Jedzenie smakowało miętą.W ciągu 3 minut wszystko wypiłam i zjadłam.Co dziwniejsze ból ustał i czułam się jak nowo narodzona.Co to za czary?Rozejrzałam się po pokoju.To było chyba najgorzej urządzone pomieszczenie jakie w życiu widziałam.Żółte,skórzane meble,do tego niebieskie ściany i kominek z głową lamparta nad nim.Pewnie tu na wsi taka moda.
-Halo!Ziemia!Jak się nazywasz dziewczynko?-powiedział chłopak.
-Po pierwsze:nie nazywaj mnie królewną,dziewczynką itp.Po drugie:mam na imię Finnaly.Po trzecie:co to za miejsce,jak się nazywasz i co mi dałeś?To zmieniało smak.
-Już ci mówię.Mam na imię Connor i to ja cię tu przyniosłem.Siedziałem przy tobie do puki się nie obudziłaś.Do jedzenia dałem ci nektar i ambrozję.Zmienia smak na jaki sobie zażyczysz.To miejsce nazywa się Obóz Herosów.Skoro przeszłaś przez granicę to jesteś jedną z nas.
-Jedną z was?Czyli?
-Heroską,dzieckiem półkrwi.Resztę opowie ci Chejron.
-Kto to jest Chejron?-spytałam się.Gdzieś już słyszałam to imię.Tylko gdzie?
-Zastępca kierownika obozu.Jest z niego całkiem miły...yyy...facet.
Miałam wrażenie,że miał zamiar powiedzieć coś innego niż "facet".Co on przede mną ukrywa?Wyszłam z pokoju o własnych siłach.Connor pomógł mi tylko wstać i potem zaczął prowadzić mnie do wice-kierownika.Gdy wyszliśmy na słońce przeżyłam szok.Jaki on był przystojny (w sensie chłopak nie wice-kierownik)!W pół-mroku i kącie nie widziałam go dokładnie.Był wysokim blondynem z niebieskimi oczami i szelmowskim uśmiechem na twarzy.Nie mógł mieć więcej niż 14 lat.Nosił na sobie pomarańczową koszulkę z krótkim rękawem i ciemne,dżinsowe szorty.Aż mi się zrobiło gorąco.W końcu doszliśmy.Słowo facet nie pasowało do Chejrona.Od klatki piersiowej w dół był białym koniem.Miał łuk przepasany przez ramię.Troszkę mnie to zaniepokoiło.Nagle ten się odezwał,a ja z wrażenia otworzyłam usta.On umię mówić!
-Witaj dziecko.Jestem...yyy...zamknij buzię,bo ci mucha wleci.Kontynuując jestem Chejron,a teraz zadam ci parę pytań.Connor idź zrobić miejsce w waszym domku.
Będę mieszkała z chłopakiem?Na naszych wyjazdach z pogotowia opiekuńczego nie pozwalali na to.Chwila...ja nie mam nawet piżamy ani ubrań na zmianę!Świetnie.Przez tyle czasu w jednym ubraniu.
-Słucham proszę pana.Czy mogę zadać przedtem jedno pytanie?
-Tak.
-Czemu ma pan kucyka zamiast nóg?-w końcu musiało mi się wyrwać to wielce inteligentne zapytanie.
-Jestem centaurem i nie mam kucyka zamiast nóg.To nogi konia.Jak ci na imię?
-Finnaly proszę pana.
-Mów mi Chejron.To jest Obóz herosów o czym pewnie się już dowiedziałaś od Connora.Z kim mieszkałaś zanim tu trafiłaś?
-Z tatą.Potem trafiłam do pogotowia opiekuńczego.Mój ojciec jest alkoholikiem.
-Czyli twoim rodzicem jest Olimpijka.No dobrze.Zaprowadzę cię do twojego domku.Resztę wyjaśni ci Connor.
Szliśmy przez boiska do siatki i kosza.Potem przy jeziorze.Wszędzie było pełno dzieci.Jedne starsze inne młodsze.Wszystkie nosiły pomarańczowe koszulki.
Doszliśmy do domków.Dwa z nich były ogromne!Reszta taka przeciętna.Niektóre wyglądały jak bunkry,a inne jak ogrody.Zrobione były ze wszystkich możliwych materiałów.Złoto,srebro,marmur.Na prawie samym końcu stał brzydki,pomalowany byle jak na niebiesko domek.Prosiłam w myślach żeby tam nie zamieszkać.Niestety moje szczęście na to nie pozwoliło.Chejron zaprowadził mnie właśnie tam.
-Connor!-krzyknął Chejron.
Chłopak przybiegł w ciągu minuty.
-Jak rozumiem mam ją uświadomić?-spytał
-Bardzo bym prosił.-powiedział Chejron i odgalopował.
Weszłam do środka.Panował tam zaduch i zatłoczenie.W tym momencie chłopak zaśpiewał:
-To twój kawałek podłogi!
Znajdował się tam fragment takiej wielkości,ze musiałam kulić nogi jak się kładłam.
-No dobra opowiem ci wszystko w dużym skrócie.Jednym z naszych rodziców jest bóg albo bogini np.moim tatą jest Hermes,matką naszych sąsiadów Atena itp.Gdy cię uznają trafisz do domku swojego rodzica.A teraz chodź na obiad.
Chłopak ruszył biegiem,z resztą tak jak wszyscy.Ja biegłam na końcu.Gdy dotarliśmy do stołówki każdy brał po kawałku jedzenia i rzucali do ognia,na ofiarę dla rodzica.Też to zrobiłam.Pomyślałam "Matko uznaj mnie proszę.Wrzucam ci tu kawałek pysznych żeberek na zachętę".Po posiłku(,który zjadłam na trawie,bo przy naszym stoliku nie było miejsca) nadszedł czas na ogłoszenia.
-Dziś odbywa się wyścig rydwanów.Domki mają wybrać drużyny.-powiedział Chejron.
Przy stolę naszego domku zaczęła się narada.Co chwila ktoś mówił:
-Niech jadą Hood'owie!
-Nie da rady.Travis złamał rękę na lekcji latania na pegazie- powiedział Connor.
-To jedź z kimś innym-wtrąciłam się cicho.
-Nawet wiem z kim.Jedziesz ze mną-powiedział chłopak bardzo poważnym tonem.
-Co?!Ja nie...Jestem nowa...nic nie umiem-zaczęłam się wykręcać.
-Więc to będzie najlepsza forma nauki-stwierdził z tym swoim uśmieszkiem.
-Dobrze-zgodziłam się niechętnie.
-Idź się lepiej ubrać w zbroję.Zaraz start.Zaprowadzę cię.
Po ok. 15 minutach dobierania zbroi stanęłam w pełni gotowa do wyścigu.Dostałam jeszcze broń.Łuk.Nigdy nie posługiwałam się taką bronią.Najgorsze było to,że się gotowałam w zbroi i była strasznie ciężka.Ledwo przeszłam dystans ze zbrojowni do areny.Jaka ona była ogromna!Wielkie trybuny piętrzyły się nad torem wyścigowym i innymi stanowiskami sportowymi.Aż czuło się ten dreszcz emocji.Wprowadziliśmy nasz rydwan na tor.Cały się chybotał,tu i ówdzie było widać drobne niedociągnięcia.Mając na myśli drobne mówię o dziurach w podłodze.Wielkich jak dłonie dorosłej osoby.Ostatnie poprawki i ruszyliśmy.Ciągneliśmy się na samym końcu.
-Finnaly!-mój partner krzyczał by dało się cokolwiek usłyszeć przez szum kół.
-Co?!-odkrzyknęłam.
-Strzelaj im w koła!
-Nie umiem!
-Spróbuj.Może trafisz!
Przyłożyłam strzałę i naciągnęłam cięciwę.Nagle wzrok mi się wyostrzył.Widziałam każdy szczegół rydwanu odległego o 20 metrów od nas.Puściłam.Strzała pomknęła w powietrzu i trafiła prosto w cel.Rydwanowi,chyba Ateny odpadło koło.Zlikwidował w ten sposób 2 inne,wpadając na nie.
-Dalej mała!Strzelaj tak dalej!-wrzasnął Connor.
Nie przeszkadzało mi nawet,że powiedział do mnie mała."Skoro to takie łatwe"pomyślałam.Zlikwidowałam tak prawie wszystkie.Został jeden.Taki metalowy.Od moich strzał był mocno uszkodzony,a konie ledwo go ciągnęły padając z wysiłku.Mój woźnica popędził konie po raz ostatni.Przebyliśmy linie mety.Wygraliśmy!Usłyszeliśmy dzikie owacje.Podnieśli nas do domku na rękach.Potem wszystko ucichło.Wszyscy po kolei zaczęli klękać przede mną."O co chodzi?"pomyślałam.
-Finnaly spójrz nad swoją głowę-powiedział Chejron ze strachem.
Spojrzałam.Nad głową migotał mi łuk.Widziałam ten symbol na jednym z domków.Tym srebrnym.Zostałam otoczona srebrną łuną.Moje ubranie zmieniło się w srebrną sukienkę do kolan.Na moich ciemnych włosach pojawiła się opaska pasująca do sukni,a na plecach łuk i kołczan.Wszyscy zaczęli szeptać:
-To niemożliwe.Jak?
-O matko...Jakim cudem?
-O co chodzi?Co jest ze mną nie tak?-spytałam sama już wystraszona.
-Witamy cię w obozie córo Artemidy-powiedział Chejron wystraszony.
-Wiesz co to oznacza?-kontynuując spytał się mnie Chejron.
-Nie...
-To znaczy,że Artemida właśnie straciła dziewictwo...
____________________________________________________________________________
Mam nadzieję,że to wami za mocno nie wstrząsnęło.Albo niech wami wstrząsa :D.Pamiętajcie,że każdy komentarz dodatkowo motywuję i jest to jedna nowa driada.
wow wtf?! ale bedzie afera lol :-D
OdpowiedzUsuńNo jasne :D.Po co miałabym go pisać żeby nie było sensacji?To ma wstrząsać,ale nie doprowadzać do zawału.
UsuńHahahahah, o matko, ale jaja XD
OdpowiedzUsuńTrafiłam na ten blog juz jakiś czas temu, ale dopiero teraz miałam czas, żeby zacząć czytać XD
I bardzo mi przykro, ale Artemida właśnie straciła dziewictwo PO RAZ DRUGI XD
Chcesz dowiedzieć sie wiecek, to zapraszam do mnie: http://sohardtobeahereo.blogspot.com/