środa, 14 sierpnia 2013

Rozdział dwunasty "Mała wyprawa na Argo II"

Hej moi mali heroskowie!Co tam u was?Ja jaram się małymi kaczuszkami,które jedzą mi z ręki.Jak obiecałam rozdział długaśny i mam nadzieję,że ciekawy.Nie będę wam już dłużej gadać (bo i tak nie mam nic do powiedzenia) i życzę miłego czytania.
P.S.Jak chcecie przeczytać o mojej walce z modemem patrzcie post poniżej :D.
                                                                 ***

Obudziłam się i przez jeden straszny moment nie wiedziałam gdzie jestem.Potem sobie wszystko przypomniałam.Białą sukienkę,cudowny bal i nasze gołąbeczki.Głowa bolała mnie niemiłosiernie i czułam nudności.Widziałam obok siebie wiadro,więc sobie ulżyłam.Nagle zajarzyłam co się dzieje.U mojego ojca tak było po libacjach.Miałam kaca.
„Jak to możliwe?Przecież nawet nie tknęłam alkoholu.”
Zaczęłam analizować co wtedy piłam.Sok malinowy,poncz.Tak poncz smakował mi wyjątkowo,chociaż za nim nie przepadam.Wychodząc z namiotu mało nie zemdlałam.Świat wirował,jakbym była na karuzeli.Nagle zza drzewa wyszła moja matka.
-Witaj dziecko.Jak się czujesz?-powiedziała.W porównaniu ze mną wyglądała cudownie.Nieskazitelnie czysta twarz,czyste,świeżo poczesane włosy,czarna bokserka i rybaczki moro tak kontrastowały z moją wrażliwą cerą,splątanymi,ciemno brązowymi włosami i piżamą w Teletubisie…
„To ja mam piżamę w Teletubisie?Skąd?”
-Nie najlepiej matko.Mam wrażenie,że się upiłam tylko nie wiem czym.
-No może troszkę.
-Ale czym?
-Ponczem.Miał w sobie słoneczne wino.
-I czemu nie powiedziałaś?-zapytałam z wyrzutem.Byłam na nią zła.W końcu to przez nią się tak źle czułam.
-Yyy…Mówiłam ci,ale zignorowałaś moje ostrzeżenie cichym „Mhm”.
„Ups.Jeśli mam taki pociąg do alkoholu to nie dobrze.”
-No dobra.Koniec tego gadania.Idź się umyć.Jake i Julie wcale nie są w lepszym stanie.Jedynie Clare zachowała trzeźwość umysłu.Jako jedyna mnie posłuchała-powiedziała Artemida oddalając się w stronę grupy driad.
Idąc pod prysznic zwymiotowałam po drodze jeszcze z trzy razy.Miałam już po dziurki w nosie tego stanu.Jak mój ojciec mógł tak żyć?Długi zimny prysznic przywrócił mnie do w miarę do stanu normalności.Nadal kręciło mi się w głowie,ale już mniej.Wychodząc z pomieszczenia,w którym mieścił się prysznic zobaczyłam małą kolejkę.Pierwsza stała Clare,która z uśmiechem na twarzy rozmawiała z paroma młodszymi Łowczyniami.Dalej stała Julie z Jakiem.Oni już nie prezentowali się tak wspaniale.Oboje mieli worki pod oczami,a ich zmęczone twarzy pokazywały długi brak snu.
-Hej gołąbeczki.Jak się czujecie?-spytałam się.
-Finn.Proszę nie zadawaj głupich pytań.Błagam.Przespaliśmy może dwie godziny-powiedział Jake z bezsilnością.
-Cześć!Jak się czujecie?!-wykrzyknęła Clare biegnąc w naszą stronę.
-Słoneczko…Nie drzyj się tak,bo ci zaszyję buźkę-powiedziała Julie z łagodnie,przez co groźba zabrzmiała bardziej jak błaganie.
-No dobrze.Ale ten bal był super.Widzieliście te księżyce?Ale ten poncz był pyszny.Szkoda tylko,że z alkoholem.Pani Artemida pozwoliła mi wypić tylko małą filiżaneczkę tego napoju.Wiecie,że taki jeden satyr,o imieniu Grover powiedział mi…
-Czekaj co?Powiedziałaś Grover?-powiedziała Julie ożywiając się w jednej chwili.
-Tak,a co?Znasz go?
­-Gdzie on teraz jest?To bardzo ważne-tym razem spytał Jake.
-Jest u pani Artemidy.Właśnie prosi o zgodę na wyjazd.
Dalej działałam impulsywnie.Biegłam ile sił w nogach do namiotu mojej matki,zatrzymując się tylko na ewentualne wyminięcie stworzeń,które szykowały się do wyjazdu.Na drodze do namiotu Artemidy stała kolejka istot.Przepychając się przez nie słyszałam głosy pełne zaskoczenia,gniewu i pogardy.W tej konkretnej chwili akurat mnie to nie obchodziło.Gdy wpadłam do namiotu usłyszałam jak Grover kończy zdanie.
-…powiedział,że Obóz trzyma się coraz słabiej.Hej to moja kolej!-wykrzykną satyr.Miał z 1,70 wzrostu,ciemne kręcone włosy i małe różki,które z nich wystawały.
-Groverze Underwood poznaj moją córkę Finnaly Ramosca’e-powiedziała Artemida z dumą w głosie.
-Hej.Sorka,że przerwałam ci twoje interesujące wywody,ale mamy do ciebie pilną sprawę.
-Ta nie ma sprawy.Co tam,że spóźnię się na Wiosenne Spotkanie Rady Kopytnych.Co tam,że będzie na mnie czekało 600 satyrów i moja dziewczyna.Wpadaj i przerywaj mi w pół słowa częściej.Ja mam czas-powiedział Grover sarkastycznie.
-O satyrze przestań dramatyzować i wysłuchaj co moja córka ma ci do powiedzenia.Mów dziecko-powiedziała uciszając jednocześnie satyra.
„Bogowie,ale z niego panikarz.”
-W sumie to moi przyjaciele mają jakąś sprawę do ciebie.
-No jasne.Poczekajmy sobie godzinkę na twoich przyja…O cześć Julie,Jake i Clare-powiedział widząc,że do namiotu wpadła wymieniona trójka.
-Hej.Nie mamy dużo czasu,więc załatwmy to szybko.Co u Percy’iego i Ann?Masz z nimi kontakt?-spytał Jake z niepokojem.Widać było,że martwi się o te dwójkę.
-Tak rozmawiałem z nimi przez iryfon jakieś 2 tygodnie temu,ale od tego czasu nie mam z nimi kontaktu.
-No dobra.Co mówili?
-Percy jest wyraźnie zaniepokojony.Ann odłączyła od grupy,żeby wyruszyć w samotną misję na zlecenie Ateny.Od zostawienia jej przy skuterze Tybernusa nie miał z nią kontaktu.Potem i mój kontakt z nim zanikł.Wiele razy wysyłałem połączenie do Irys,ale prawie zawsze uzyskiwałem odmowę.Tylko raz udało mi się coś uzyskać-mówiąc to Grover pobladł.
-Co?Co się stało Grover?-zapytała tym razem Clare ze łzami.Connor mówił mi,że mała traktowała Percy’iego jak starszego brata,a Annabeth jak matkę.To dlatego,że przyprowadzili ją do Obozu ratując z potrzasku.
-Nie…Nie było obrazu,tylko sam dźwięk.
-Co słyszałeś?-tym razem to ja przejęłam inicjatywę,bo Jake i Julie zajmowali się płaczącą Clare.
-Najpierw kroki.Potem coś zaryczało i usłyszałem rozdzierający krzyk bólu Ann i Percy’iego.On błagał,żeby to coś zostawiło Ann i wzięło jego.Następnie znowu krzyczał Percy i na tym koniec.
Grover stał przede mną i cały się trząsł.Artemida stała z niedowierzaniem malującym się na twarzy.Julie i maleństwo stały przytulały się do Jake,który płonął z wściekłości.Dziewczyny co chwila szeptały coś w stylu „To nie może być prawda”.Natomiast ja stałam między nimi z czułam jak krew odpływa mi z twarzy.Widać było,że wszyscy są z nimi mocno związani.Nagle mnie olśniło.Przecież oni tam polecieli z jakimiś ludźmi z Jupitera.
„Może oni będą wiedzieć co się z nimi stało.”
-Grover próbowałeś się połączyć z kimś innym niż Percy i Ann?-zapytałam przerywając ciszę.
-Nie.
-No więc daj mi jedną drachmę.Matko czy mogłabyś na momencik wytworzyć tęczę?
-Tak,ale co zamierzasz zrobić?
-Nie ważne.Jak się nazywa ten statek,którym płynął?
-Argo II.
W tej chwili przede mną pojawiła się miniaturowa tęcza.Wrzuciłam w nią drachmę.
-Irys,bogini tęczy przyjmij moją ofiarę i pokaż mi proszę kapitana okrętu Argo II-powiedziałam z zamkniętymi oczami,Gdy je otworzyłam obraz zamigotał i ukazał się w nim chłopak z kręconymi brązowymi włosami,w pomarańczowej koszulce i bojówkach.Stał przy jakiejś aparaturze,a przed nim buchała para.Miał całe ręce w smarze.Miał na oko 14 lat.
„Syneczek Hefajstosa.”
-Ekhem-powiedziałam,przez co mało nie doprowadziłam chłopaka do zawału.
-Kto…Cześć ślicznotko.Nie wiem co robisz w sterowni,ale wiedz,że właśnie trafiłaś do Królestwa Leona.Umówimy się?-powiedział z szelmowskim uśmiechem.Miał taką śmieszną twarz.Coś jak połączenie latynosa ze skrzatem.Był całkiem przystojny,ale do pięt nie dorównywał mojemu Connorowi.
-Nie dzięki.Ja tu jestem w interesach.Mam na imię Finnaly.Ty jesteś Leon,tak?
-Tak,ale możesz mi mówić Królu Przystojniaku-powiedział przez co parsknęłam śmiechem.-Co cię do mnie sprowadza?
-Czy mógłbyś tu sprowadzić wszystkich…współpracowników?
-Jasne.Albo może ja zaprowadzę cię do nich.Festus kieruj.Idę przyprowadzić piękną panią do współpracowników-chłopak podkreślił wyraźnie ostatnie słowo uśmiechając się do mnie promiennie.Ewidentnie do mnie zarywał.
-Czekaj.Jak ty masz zamiar mnie tam zaprowadzić?Mnie tu nie ma.
-Przez chwili nie będziesz nic widzieć,ale to po chwili minie-powiedział wyciągając z kieszeni jakąś małą kuleczkę.Potem rzucił nią w iryfon.Nagle wszystko zniknęło.Coś było nie tak z moim wzrokiem.Oślepłam.Nagle poczułam pod stopami zamiast miękkiego dywanu twarde deski.Nie byłam już w namiocie matki,tylko na statku.Popatrzyłam na chłopaka.
-Coś ty zrobił?
-Ja?Przeniosłem cię tu przez iryfon-powiedział z niewinną miną.
-Ok.Jak wrócę z powrotem?
-Normalnie.Po prostu wskoczysz do iryfonu i jesteś.
Spojrzałam za siebie.Migotała tam obraz.Podeszłam do niego i krzyknęłam tak żeby mnie słyszeli.
-Nie zrywajcie iryfonu.Zaraz wrócę.
-Możemy iść?Trochę mi się śpieszy-powiedział chłopak nadstawiając ramię w szarmanckim geście.Zrobił to tak jakbyś znali się lata,a nie 2 minuty.
-No dobra.Idźmy i załatwmy to szybko.
Ruszyliśmy.Skręcaliśmy chyba z 15 razy,aż w końcu doszliśmy do jadalni.Było to średniej wielkości pomieszczenie z komodą pełną naczyń.Na ścianach powieszone były ruszające się zdjęcia.Wchodząc zwróciłam na siebie uwagę wszystkich jedzących akurat posiłek.Dwie dziewczyny i trzech chłopaków.
-Leon kto to jest?-zapytała jedna z dziewczyn.Miała kręcone brąz włosy,bursztynowe oczy i miłą twarz.Jak na zawołanie stanął za nią chłopak.Musieli być blisko,bo ten objął ją,rzucając mi nieufne spojrzenie.Miał z 1,90 wzrostu,co kontrastowało z jego twarzą.Wyglądał jak kulturysta z dziecięcą bużką.
-To jest Finnaly i jest tu w interesach.
-No to nam wyjaśniłeś-tym razem głos zabrał blondyn.Był po prostu ideałem.Miał śliczne,niebieskie oczy i bliznę nad wargą,przez co był jeszcze bardziej idealny.
-To może ja się wypowiem.Jestem Finnaly Ramosca,moją matką jest Artemida-powiedziałam.
-Czyli Obóz Herosów.
-Jak najbardziej.
-Fajnie,bo ja,Nico i Piper też jesteśmy z Obozu Herosów-powiedział Leo puchnąc z dumy.-Może się przedstawicie?
-Ok.To tak.Ja Jestem Jason Grace,syn Jupitera-powiedział blondyn.
-Znam jedną osobę o nazwisku Grace.Czy ty nie masz czasem siostry?-powiedziałam,
-Owszem mam.Nazywa się Thalia i jest córką Zeusa-powiedział jak gdyby nigdy nic.
-Cześć Finnaly.Mogę do ciebie mówić Finn?Mam na imię Piper.Przepraszam za mojego chłopaka,ale on jest perfekcjonistą-powiedziała dziewczyna z warkoczykiem i piórami w brązowych włosach.Aż promieniała optymizmem.
-Hej jestem Hazel,a to jest Frank,mój chłopak-powiedziała z uśmiechem bursztynooka.
-Cześć jestem Nico-powiedział ostatni chłopak.Coś na jego widok sprawiało,że miałam ochotę uciec jak najdalej.W jego oczach błyszczało szaleństwo.Miał oliwkową cere,czarne włosy i oczy koloru obsydianu.Czarne,mieniące się fioletem i granatem.Było w nich coś niezwykłego,wręcz pociągającego.
-No dobrze.Koniec tego zapoznania.Przejdźmy do ważniejszych spraw.Wiecie może gdzie jest Percy i Annabeth?-zapytałam.Nagle wszyscy ucichli.Jedni patrzyli na mnie z bólem,inni ze strachem.Tylko jeden Nico zachował spokój.
-Są w Tartarze-powiedział sucho.Na dźwięk tego słowa ciarki przeszły mi po plecach.
-No dobrze.Jak to się stało,że tam trafili?-próbowałam zapanować nad drżeniem głosu.
-Annabeth zaplątała się w pajęczynę,która zaczęła wciągać ją do Tartaru.Percy chwycił ją za rękę,nie pozwalając jej spaść.Nagle nicią szarpnęło i oboje spadli do Otchłani.
-Grover się próbował się z nim skontaktować,ale dostał tylko dźwięk.Słyszał jak oboje krzyczą z bólu i Percy błagał by coś zostawiło Ann,a wzięło jego.Potem już tylko on krzyczał.
Zapadła krępująca cisza,którą po chwili przerwał Jason.
-No dobrze,a ty jesteś teraz na misji?
-Tak.Próbuję odkryć tajemnice zniszczenia bogów.Przeszkadza mi w tym jakaś odradzająca się bańka i jej pomocnik Pan Brzydal.Taki odrażający facio.
-Ok.Co wiesz o tej bańce?
-Tylko tyle,że chce się zemścić na wnukach i ma żonę,która właśnie się budzi.Mówił coś o władaniu ziemią czy jakoś tak.
I znowu cisza.Tym razem wszyscy byli przerażeni,bo wiedzieli coś,czego ja nie.Czułam się jak idiotka.
-Finn?-powiedziała Hazel drżącym głosem.-Czy ty wiesz z kim ty walczysz?
-Nie.Moglibyście mi to łaskawie powiedzieć?-powiedziałam zirytowana.
-Z Uranosem.Królem nad królami,Panem nieba-powiedział Leon z niedowierzaniem.
„O cholera.”




2 komentarze:

  1. Małe kaczuszki jedzą ci z ręki?? :33 Ejj, to nie fair, ode mnie to nawet królik nie chce :c
    Finn ma kaca? No cóż, ciekawie xd i to przez poncz ze słonecznym winem xd (fajnie to brzmi :3) I fajna piżamka, ja chyba i tak mam bardziej kompromitujacą (nieważne ) ;p Jeśli by Connor przypadkiem nie ZMARTWYCHWSTANIE, to możesz Finn zeswatać z Leo. No, chociaż może lepiej z Nico. ...NIEWAŻNE...
    Ale proszę cię, Connor był taki fajny <3

    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy jesteś jakimś jasnowidzem xd,bo normalnie przewidujesz przyszłość.Co do kompromitującej pidżamki to uwierz,że nie widziałaś mojej :D.Dzięki za pozdrowienia i nawzajem :D :D
    :D

    OdpowiedzUsuń