Hej moi mali heroskowie!Co tam u was?Ja jaram się małymi kaczuszkami,które
jedzą mi z ręki.Jak obiecałam rozdział długaśny i mam nadzieję,że ciekawy.Nie
będę wam już dłużej gadać (bo i tak nie mam nic do powiedzenia) i życzę miłego
czytania.
P.S.Jak chcecie przeczytać o mojej walce z modemem patrzcie
post poniżej :D.
***
Obudziłam się i przez jeden straszny moment nie wiedziałam
gdzie jestem.Potem sobie wszystko przypomniałam.Białą sukienkę,cudowny bal i
nasze gołąbeczki.Głowa bolała mnie niemiłosiernie i czułam nudności.Widziałam
obok siebie wiadro,więc sobie ulżyłam.Nagle zajarzyłam co się dzieje.U mojego
ojca tak było po libacjach.Miałam kaca.
„Jak to możliwe?Przecież nawet nie tknęłam alkoholu.”
Zaczęłam analizować co wtedy piłam.Sok malinowy,poncz.Tak
poncz smakował mi wyjątkowo,chociaż za nim nie przepadam.Wychodząc z namiotu
mało nie zemdlałam.Świat wirował,jakbym była na karuzeli.Nagle zza drzewa
wyszła moja matka.
-Witaj dziecko.Jak się czujesz?-powiedziała.W porównaniu ze
mną wyglądała cudownie.Nieskazitelnie czysta twarz,czyste,świeżo poczesane
włosy,czarna bokserka i rybaczki moro tak kontrastowały z moją wrażliwą
cerą,splątanymi,ciemno brązowymi włosami i piżamą w Teletubisie…
„To ja mam piżamę w Teletubisie?Skąd?”
-Nie najlepiej matko.Mam wrażenie,że się upiłam tylko nie
wiem czym.
-No może troszkę.
-Ale czym?
-Ponczem.Miał w sobie słoneczne wino.
-I czemu nie powiedziałaś?-zapytałam z wyrzutem.Byłam na nią
zła.W końcu to przez nią się tak źle czułam.
-Yyy…Mówiłam ci,ale zignorowałaś moje ostrzeżenie cichym
„Mhm”.
„Ups.Jeśli mam taki pociąg do alkoholu to nie dobrze.”
-No dobra.Koniec tego gadania.Idź się umyć.Jake i Julie
wcale nie są w lepszym stanie.Jedynie Clare zachowała trzeźwość umysłu.Jako
jedyna mnie posłuchała-powiedziała Artemida oddalając się w stronę grupy driad.
Idąc pod prysznic zwymiotowałam po drodze jeszcze z trzy
razy.Miałam już po dziurki w nosie tego stanu.Jak mój ojciec mógł tak żyć?Długi
zimny prysznic przywrócił mnie do w miarę do stanu normalności.Nadal kręciło mi
się w głowie,ale już mniej.Wychodząc z pomieszczenia,w którym mieścił się
prysznic zobaczyłam małą kolejkę.Pierwsza stała Clare,która z uśmiechem na
twarzy rozmawiała z paroma młodszymi Łowczyniami.Dalej stała Julie z Jakiem.Oni
już nie prezentowali się tak wspaniale.Oboje mieli worki pod oczami,a ich
zmęczone twarzy pokazywały długi brak snu.
-Hej gołąbeczki.Jak się czujecie?-spytałam się.
-Finn.Proszę nie zadawaj głupich pytań.Błagam.Przespaliśmy
może dwie godziny-powiedział Jake z bezsilnością.
-Cześć!Jak się czujecie?!-wykrzyknęła Clare biegnąc w naszą
stronę.
-Słoneczko…Nie drzyj się tak,bo ci zaszyję buźkę-powiedziała
Julie z łagodnie,przez co groźba zabrzmiała bardziej jak błaganie.
-No dobrze.Ale ten bal był super.Widzieliście te księżyce?Ale
ten poncz był pyszny.Szkoda tylko,że z alkoholem.Pani Artemida pozwoliła mi
wypić tylko małą filiżaneczkę tego napoju.Wiecie,że taki jeden satyr,o imieniu
Grover powiedział mi…
-Czekaj co?Powiedziałaś Grover?-powiedziała Julie ożywiając
się w jednej chwili.
-Tak,a co?Znasz go?
-Gdzie on teraz jest?To bardzo ważne-tym razem spytał Jake.
-Jest u pani Artemidy.Właśnie prosi o zgodę na wyjazd.
Dalej działałam impulsywnie.Biegłam ile sił w nogach do
namiotu mojej matki,zatrzymując się tylko na ewentualne wyminięcie
stworzeń,które szykowały się do wyjazdu.Na drodze do namiotu Artemidy stała
kolejka istot.Przepychając się przez nie słyszałam głosy pełne
zaskoczenia,gniewu i pogardy.W tej konkretnej chwili akurat mnie to nie
obchodziło.Gdy wpadłam do namiotu usłyszałam jak Grover kończy zdanie.
-…powiedział,że Obóz trzyma się coraz słabiej.Hej to moja
kolej!-wykrzykną satyr.Miał z 1,70 wzrostu,ciemne kręcone włosy i małe
różki,które z nich wystawały.
-Groverze Underwood poznaj moją córkę Finnaly
Ramosca’e-powiedziała Artemida z dumą w głosie.
-Hej.Sorka,że przerwałam ci twoje interesujące wywody,ale
mamy do ciebie pilną sprawę.
-Ta nie ma sprawy.Co tam,że spóźnię się na Wiosenne Spotkanie Rady Kopytnych.Co tam,że będzie na mnie czekało 600 satyrów i moja
dziewczyna.Wpadaj i przerywaj mi w pół słowa częściej.Ja mam czas-powiedział
Grover sarkastycznie.
-O satyrze przestań dramatyzować i wysłuchaj co moja córka
ma ci do powiedzenia.Mów dziecko-powiedziała uciszając jednocześnie satyra.
„Bogowie,ale z niego panikarz.”
-W sumie to moi przyjaciele mają jakąś sprawę do ciebie.
-No jasne.Poczekajmy sobie godzinkę na twoich przyja…O cześć
Julie,Jake i Clare-powiedział widząc,że do namiotu wpadła wymieniona trójka.
-Hej.Nie mamy dużo czasu,więc załatwmy to szybko.Co u Percy’iego
i Ann?Masz z nimi kontakt?-spytał Jake z niepokojem.Widać było,że martwi się o
te dwójkę.
-Tak rozmawiałem z nimi przez iryfon jakieś 2 tygodnie
temu,ale od tego czasu nie mam z nimi kontaktu.
-No dobra.Co mówili?
-Percy jest wyraźnie zaniepokojony.Ann odłączyła od grupy,żeby
wyruszyć w samotną misję na zlecenie Ateny.Od zostawienia jej przy skuterze
Tybernusa nie miał z nią kontaktu.Potem i mój kontakt z nim zanikł.Wiele razy
wysyłałem połączenie do Irys,ale prawie zawsze uzyskiwałem odmowę.Tylko raz
udało mi się coś uzyskać-mówiąc to Grover pobladł.
-Co?Co się stało Grover?-zapytała tym razem Clare ze
łzami.Connor mówił mi,że mała traktowała Percy’iego jak starszego brata,a
Annabeth jak matkę.To dlatego,że przyprowadzili ją do Obozu ratując z
potrzasku.
-Nie…Nie było obrazu,tylko sam dźwięk.
-Co słyszałeś?-tym razem to ja przejęłam inicjatywę,bo Jake
i Julie zajmowali się płaczącą Clare.
-Najpierw kroki.Potem coś zaryczało i usłyszałem
rozdzierający krzyk bólu Ann i Percy’iego.On błagał,żeby to coś zostawiło Ann i
wzięło jego.Następnie znowu krzyczał Percy i na tym koniec.
Grover stał przede mną i cały się trząsł.Artemida stała z
niedowierzaniem malującym się na twarzy.Julie i maleństwo stały przytulały się
do Jake,który płonął z wściekłości.Dziewczyny co chwila szeptały coś w stylu „To
nie może być prawda”.Natomiast ja stałam między nimi z czułam jak krew odpływa
mi z twarzy.Widać było,że wszyscy są z nimi mocno związani.Nagle mnie
olśniło.Przecież oni tam polecieli z jakimiś ludźmi z Jupitera.
„Może oni będą wiedzieć co się z nimi stało.”
-Grover próbowałeś się połączyć z kimś innym niż Percy i
Ann?-zapytałam przerywając ciszę.
-Nie.
-No więc daj mi jedną drachmę.Matko czy mogłabyś na momencik
wytworzyć tęczę?
-Tak,ale co zamierzasz zrobić?
-Nie ważne.Jak się nazywa ten statek,którym płynął?
-Argo II.
W tej chwili przede mną pojawiła się miniaturowa
tęcza.Wrzuciłam w nią drachmę.
-Irys,bogini tęczy przyjmij moją ofiarę i pokaż mi proszę
kapitana okrętu Argo II-powiedziałam z zamkniętymi oczami,Gdy je otworzyłam
obraz zamigotał i ukazał się w nim chłopak z kręconymi brązowymi włosami,w
pomarańczowej koszulce i bojówkach.Stał przy jakiejś aparaturze,a przed nim
buchała para.Miał całe ręce w smarze.Miał na oko 14 lat.
„Syneczek Hefajstosa.”
-Ekhem-powiedziałam,przez co mało nie doprowadziłam chłopaka
do zawału.
-Kto…Cześć ślicznotko.Nie wiem co robisz w sterowni,ale
wiedz,że właśnie trafiłaś do Królestwa Leona.Umówimy się?-powiedział z
szelmowskim uśmiechem.Miał taką śmieszną twarz.Coś jak połączenie latynosa ze
skrzatem.Był całkiem przystojny,ale do pięt nie dorównywał mojemu Connorowi.
-Nie dzięki.Ja tu jestem w interesach.Mam na imię Finnaly.Ty
jesteś Leon,tak?
-Tak,ale możesz mi mówić Królu Przystojniaku-powiedział
przez co parsknęłam śmiechem.-Co cię do mnie sprowadza?
-Czy mógłbyś tu sprowadzić wszystkich…współpracowników?
-Jasne.Albo może ja zaprowadzę cię do nich.Festus kieruj.Idę
przyprowadzić piękną panią do współpracowników-chłopak podkreślił wyraźnie
ostatnie słowo uśmiechając się do mnie promiennie.Ewidentnie do mnie zarywał.
-Czekaj.Jak ty masz zamiar mnie tam zaprowadzić?Mnie tu nie
ma.
-Przez chwili nie będziesz nic widzieć,ale to po chwili
minie-powiedział wyciągając z kieszeni jakąś małą kuleczkę.Potem rzucił nią w
iryfon.Nagle wszystko zniknęło.Coś było nie tak z moim wzrokiem.Oślepłam.Nagle
poczułam pod stopami zamiast miękkiego dywanu twarde deski.Nie byłam już w
namiocie matki,tylko na statku.Popatrzyłam na chłopaka.
-Coś ty zrobił?
-Ja?Przeniosłem cię tu przez iryfon-powiedział z niewinną
miną.
-Ok.Jak wrócę z powrotem?
-Normalnie.Po prostu wskoczysz do iryfonu i jesteś.
Spojrzałam za siebie.Migotała tam obraz.Podeszłam do niego i
krzyknęłam tak żeby mnie słyszeli.
-Nie zrywajcie iryfonu.Zaraz wrócę.
-Możemy iść?Trochę mi się śpieszy-powiedział chłopak
nadstawiając ramię w szarmanckim geście.Zrobił to tak jakbyś znali się lata,a
nie 2 minuty.
-No dobra.Idźmy i załatwmy to szybko.
Ruszyliśmy.Skręcaliśmy chyba z 15 razy,aż w końcu doszliśmy
do jadalni.Było to średniej wielkości pomieszczenie z komodą pełną naczyń.Na
ścianach powieszone były ruszające się zdjęcia.Wchodząc zwróciłam na siebie
uwagę wszystkich jedzących akurat posiłek.Dwie dziewczyny i trzech chłopaków.
-Leon kto to jest?-zapytała jedna z dziewczyn.Miała kręcone
brąz włosy,bursztynowe oczy i miłą twarz.Jak na zawołanie stanął za nią
chłopak.Musieli być blisko,bo ten objął ją,rzucając mi nieufne spojrzenie.Miał
z 1,90 wzrostu,co kontrastowało z jego twarzą.Wyglądał jak kulturysta z
dziecięcą bużką.
-To jest Finnaly i jest tu w interesach.
-No to nam wyjaśniłeś-tym razem głos zabrał blondyn.Był po
prostu ideałem.Miał śliczne,niebieskie oczy i bliznę nad wargą,przez co był
jeszcze bardziej idealny.
-To może ja się wypowiem.Jestem Finnaly Ramosca,moją matką
jest Artemida-powiedziałam.
-Czyli Obóz Herosów.
-Jak najbardziej.
-Fajnie,bo ja,Nico i Piper też jesteśmy z Obozu Herosów-powiedział
Leo puchnąc z dumy.-Może się przedstawicie?
-Ok.To tak.Ja Jestem Jason Grace,syn Jupitera-powiedział
blondyn.
-Znam jedną osobę o nazwisku Grace.Czy ty nie masz czasem
siostry?-powiedziałam,
-Owszem mam.Nazywa się Thalia i jest córką Zeusa-powiedział
jak gdyby nigdy nic.
-Cześć Finnaly.Mogę do ciebie mówić Finn?Mam na imię Piper.Przepraszam
za mojego chłopaka,ale on jest perfekcjonistą-powiedziała dziewczyna z
warkoczykiem i piórami w brązowych włosach.Aż promieniała optymizmem.
-Hej jestem Hazel,a to jest Frank,mój chłopak-powiedziała z
uśmiechem bursztynooka.
-Cześć jestem Nico-powiedział ostatni chłopak.Coś na jego
widok sprawiało,że miałam ochotę uciec jak najdalej.W jego oczach błyszczało
szaleństwo.Miał oliwkową cere,czarne włosy i oczy koloru obsydianu.Czarne,mieniące
się fioletem i granatem.Było w nich coś niezwykłego,wręcz pociągającego.
-No dobrze.Koniec tego zapoznania.Przejdźmy do ważniejszych
spraw.Wiecie może gdzie jest Percy i Annabeth?-zapytałam.Nagle wszyscy
ucichli.Jedni patrzyli na mnie z bólem,inni ze strachem.Tylko jeden Nico
zachował spokój.
-Są w Tartarze-powiedział sucho.Na dźwięk tego słowa ciarki
przeszły mi po plecach.
-No dobrze.Jak to się stało,że tam trafili?-próbowałam zapanować
nad drżeniem głosu.
-Annabeth zaplątała się w pajęczynę,która zaczęła wciągać ją
do Tartaru.Percy chwycił ją za rękę,nie pozwalając jej spaść.Nagle nicią
szarpnęło i oboje spadli do Otchłani.
-Grover się próbował się z nim skontaktować,ale dostał tylko
dźwięk.Słyszał jak oboje krzyczą z bólu i Percy błagał by coś zostawiło Ann,a
wzięło jego.Potem już tylko on krzyczał.
Zapadła krępująca cisza,którą po chwili przerwał Jason.
-No dobrze,a ty jesteś teraz na misji?
-Tak.Próbuję odkryć tajemnice zniszczenia bogów.Przeszkadza
mi w tym jakaś odradzająca się bańka i jej pomocnik Pan Brzydal.Taki odrażający
facio.
-Ok.Co wiesz o tej bańce?
-Tylko tyle,że chce się zemścić na wnukach i ma żonę,która
właśnie się budzi.Mówił coś o władaniu ziemią czy jakoś tak.
I znowu cisza.Tym razem wszyscy byli przerażeni,bo wiedzieli
coś,czego ja nie.Czułam się jak idiotka.
-Finn?-powiedziała Hazel drżącym głosem.-Czy ty wiesz z kim
ty walczysz?
-Nie.Moglibyście mi to łaskawie powiedzieć?-powiedziałam
zirytowana.
-Z Uranosem.Królem nad królami,Panem nieba-powiedział Leon z
niedowierzaniem.
„O cholera.”
Małe kaczuszki jedzą ci z ręki?? :33 Ejj, to nie fair, ode mnie to nawet królik nie chce :c
OdpowiedzUsuńFinn ma kaca? No cóż, ciekawie xd i to przez poncz ze słonecznym winem xd (fajnie to brzmi :3) I fajna piżamka, ja chyba i tak mam bardziej kompromitujacą (nieważne ) ;p Jeśli by Connor przypadkiem nie ZMARTWYCHWSTANIE, to możesz Finn zeswatać z Leo. No, chociaż może lepiej z Nico. ...NIEWAŻNE...
Ale proszę cię, Connor był taki fajny <3
Pozdrawiam ^^
Czy jesteś jakimś jasnowidzem xd,bo normalnie przewidujesz przyszłość.Co do kompromitującej pidżamki to uwierz,że nie widziałaś mojej :D.Dzięki za pozdrowienia i nawzajem :D :D
OdpowiedzUsuń:D