poniedziałek, 16 grudnia 2013

Rozdział dziewiętnasty "Naznaczona duchem Delf i dwa wersy z mojej przyszłości"

Cześć misiaczki.Wiem,że ostatnio rozdziały pojawiają się nie regularnie,ale wrzucam je,kiedy tylko mam czas.Problem jest w tym,że nie mam go za wiele.Dzisiaj jest taka specjalna okazja,mianowicie jestem chora.Najlepsze jest to,że w tym tygodniu mam 4 występy,a ledwo się odzywam,nie mówiąc o śpiewaniu.Moje życie to jedna wielka parodia.No dobra koniec użalania się nad sobą,czas na głupie pytania cioci Juliet.Co dostaniecie na święta?Ja znajdę pod choinką z 7 książek,ale mój Mikołaj na razie jest okrutny i schował wszystkie do sejfu.Także nie zobaczę ich do Gwiazdki.Wasi Mikołajowie też są tacy okrutni?
OGŁOSZENIA PARAFIALNE!
Gdzieś w okolicach Bożego Narodzenia czekajcie na rozdział specjalny.Czego będzie dotyczył dowiecie się myślę,jakoś 25-28 grudnia,bardziej z wieczora.Mogę tylko powiedzieć,że będzie utrzymany w magii Świąt.
No więc ja już kończę,życzę miłego czytania.

                                                        ***

                                                     Finnaly

Idąc za Nico musieliśmy patrzeć pod nogi,by nie potknąć się o przedmioty duchów.Nagle moją uwagę przykuł mały,nie pozorny miś.Nie miał jednego oczka,urwane uszko,wata mu wypadała z brzuszka.Widać było użytkowanie przez wiele lat.Ten miś wzbudził we mnie niekontrolowane emocję.To była zabawka tej dziewczynki.Zdawało mi się,że gdzieś już ją widziałam,ale nie byłam pewna gdzie.Nie mogłam się pogodzić z jej bólem,kiedy zabierali jej pluszaka.
-Znajdę cię maleńka i oddam ci misia.Przysięgam na Styks.-wyszeptałam mając łzy w oczach.
Rozejrzałam się dookoła.Nagle zorientowałam się,że idę na szarym końcu.Na początku szedł samotnie Nico,za nim Clare zamęczała Biancę pytaniami,dalej Jake i Julie szli za rączkę.Nie chciałam wyjść za ciamajdę,więc podbiegłam do Nica i spróbowałam zacząć rozmowę.
-Hej Nico,ostatnio nie zdążyliśmy pogadać,więc może teraz?Mam na imię Finnaly,ale możesz do mnie mówić Finn.
-To dobrze.Jak już wiesz,mam na imię Nico.
-Mogę ci mówić Nicola?
-Nie.
-No dobra.A jaki lubisz kolor?
-Czarny,chyba widać nie?-powiedział chłopak przewracając obsydianowymi oczami.
-W sumie tak.
-Coś jeszcze?
-Nie,to ja może pójdę do Bianci.
-To idź.
Matko kochana.Ta rozmowa to była jakaś masakra.Odwracając się od niego zrobiłam zeza i zaczęłam go przedrzeźniać.Nagle usłyszałam śmiech,który mnie zawstydził.To śmiały się Bianca i Clare,patrząc na mnie.Czułam jak na policzkach kwitnął mi rumieńce.
-Nie wstydź się tak.Wiem doskonale jak mój braciszek potrafi być denerwujący.-powiedziała Bianca zapraszając do rozmowy.Była taka inna od niego.Ona uśmiechnięta,on ponury,ona otwarta na znajomości,on zamknięty w sobie.Niby rodzeństwo,a tacy inni.
-Nie jest taki zły,wystarczy go tylko dobrze poznać.Jest dość nieufny,dopiero po dłuższym czasie się otwiera.-kontynuowała Bianca.
-Jesteście herosami,ale nie przypominacie mi dzieci żadnego znanego mi boga lub bogini.-powiedziała Clare ni pięć ni w dziesięć.Bianca roześmiała się serdecznie i uśmiechnęła się przyjaźnie.
-Jesteśmy dziećmi Hadesa Clare.Jedynymi dziećmi Hadesa-powiedziała Bianca nadal się śmiejąc.Na jej słowa Clare zrobiła duże oczy i zdziwioną minkę.Nagle sobie uświadomiłam sobie pewne podobieństwo.Bianca miała takie same włosy i oczy jak Jane,dziewczynka która zginęła w rzezi.To jej ducha widziałam w kontroli.
-Nie jesteście jedyni.Widziałam inne dzieci Hadesa.-powiedziałam z pewnością w głosie.
-Nie?-zapytała Bianca.Opowiedziałam jej wtedy całą historię rodziny zabitej przez sługów Zeusa.
-Jak ona wyglądała?
-Miała na oko 7-8 lat,ciemne włosy zaplecione w warkocze i obsydianowe oczy.Ubrana w materiałową,granatową sukienkę.
-Obsydianowe?
-Takie jakie ma twój brat.Niby czarne,ale mieniące się wieloma kolorami.
-Aha.Nie widziałam jej w Elizjum.
-Ej ludzie!Już jesteśmy!-krzyknął Nico.
Spojrzałam przed siebie i poczułam,że moje serce zaczyna bić szybciej.
                                                               ***

Wszystko wyglądało tak jak w moim śnie.Złota brama,a przed nią strażnicy.
-Żywym zakaz wstępu-powiedział jeden.
-Jestem synem waszego szefa.Jak nie chcesz stracić roboty,to nas wpuścisz.-powiedział Nico.
-Dla pana wszystko panie...
-Di Angelo.
Po otwarciu bramy zobaczyłam widok jak z bajki.Złote drzewa pełne smacznych owoców,spokojne,czyste jezioro,miękka,zielona trawa.Duchy herosów grające w siatkówkę,rozmawiające i śmiejące się ze sobą.Czysta sielanka.Rozejrzałam się dookoła.Zobaczyłam Connora siedzącego pod drzewem z jakąś dziewczyną.Była nieziemsko piękna.Miała czarne włosy,jasną karnację.Ubrana była w letnia sukienkę ze wzorem niebieskiego ombre.Całkowity ideał.Podbiegłam szybko do nich pałając żądzą mordu.Klątwa Hery się spełniała.Connor mnie zdradzał!Na moich oczach!
-Ty śmieciu,jak możesz!-krzyknęłam będąc już przy nich.
-Finn!Misiaczku!Poznaj proszę Silenę,córkę Afro...-biedny zdrajca nie mógł dokończyć,bo dałam mu z liścia.
-Ej,ej!Stój,zostaw go!-krzyknęła ślicznotka,a ja przestałam.W jej głosie było coś co zablokowało moje działania.
-Przepraszam,że używam wobec ciebie czaromowy,ale inaczej go zabijesz.Także stój i słuchaj.-powiedziała Pani Ukradnę Ci Chłopaka,A Ty Na To Patrz.-Ja i Connor jesteśmy dobrymi znajomymi.Wspierałam go
w tych długich miesiącach kiedy cię nie było.POZA TYM ja już MAM CHŁOPAKA.Charlie!
W tym momencie podbiegł jej chłopak.Miał może z 2 metry wzrostu,ciemną karnację,bursztynowe oczy i ciemne włosy.Sprawiał miłe wrażenie.
-Słucham skarbie?-gdy się odezwał miałam wrażenie,że zatrzęsła się ziemia.
-Wytłumacz tej pani,że jestem twoją narzeczoną i nie mam zamiaru zabrać jej chłopaka.
Na dowód pocałował ją długo.
-Wystarczy?-zapytał.
-Tak.-odpowiedziałam już całkowicie im wierząc.
Po moich słowach odeszli,obejmując się.Spojrzałam na Connora.On nadal rozmasowywał sobie uderzony przeze mnie policzek.
-Myślałaś,że o tobie zapomniałem?-zapytał z nieukrywanym smutkiem.
-Po tym,co widziałam i słyszałam przez te wiele dni misji,już nie wiem co myśleć.
-Hej,nie smuć się.Będzie dobrze.Chodź do mnie.
Usiadłam obok,a on mnie objął.Czułam się bezpiecznie w jego ramionach.Tego właśnie chciałam.Bezpieczeństwa i poczucia,że nie muszę już się o nic martwić.
-To co się stało?-powiedział w końcu.
-Najpierw twoja śmierć,potem Percy i Annabeth...-nie dałam rady skończyć.Po moich policzkach popłynęły łzy.
-Powoli.Co się stało z Percy'm i Ann?
-Ktoś ich torturuję.Gdzieś w Tartarze.-na dźwięk tych słów zrobiło się ciemniej.
-No dobrze.Co dalej?
-Uroboros,wielki wąż miał na swoim zapleczu tysiące ciał.W tym Rose i naszych herosów.Mam wrażenie,że to moja wina.
-Nie obwiniaj się o te śmierci.To nie twoja wina.
-Potem dresi.Jeden z nich próbował...próbował...-znowu wybuchnęłam płaczem.
-Cicho.Już jesteś ze mną tak?Nic ci tu nie grozi.Coś jeszcze?
-Jane.
-Jane?
-Dziewczynka,którą zamordowali słudzy Zeusa.
-Warkoczyki,granatowa sukienka?
-Tak,skąd wiesz?
-Przyszła wczoraj razem z niemowlęciem i małym braciszkiem.
-Gdzie ona jest?
-Tam,nad jeziorem.
-Zaraz wracam.-powiedziałam i pobiegłam w stronę jeziora.Znalazłam ją po paru minutach.Siedziała z siostrą na rękach.Obok niej siedział braciszek,bawiąc się zerwanymi kwiatkami.
-Hej.Ty jesteś Jane?-zapytałam wyciągając misia z plecaka.
-Tak,kim jesteś?-zapytała podejrzliwie.
-Przyjaciółką waszej mamy.-skłamałam.Chciałam zyskać jej zaufanie.
-Wiesz gdzie ona jest?-zapytała z nadzieją w oczach.
-Niestety nie,ale mam coś dla ciebie od niej.-wyciągnęłam misia zza pleców.-To dla was.
-Nasz miś!A masz może mój zeszyt?
-Nie,a co w nim było?
-Moje rysunki.Byłaś na jednym z nich.Siedziałaś nad jakimś chłopakiem i mu śpiewałaś.
Zamurowało mnie.Narysowała na obrazku śmierć Connora,nawet nas nie znając.Nagle jej oczy błysnęły zielenią.Trwało to moment,ale wystarczająco,bym to zauważyła.Nagle dotarło do mnie,co się stało.Ta dziewczynka była naznaczona duchem Delf.Miała zostać Wyrocznią,lecz śmierć jej na to nie pozwoliła.
-Co miałaś jeszcze w swoim zeszycie?
-Pana,który przykładał pistolet do głowy mamy,chłopaka z trójzębem nad głową stojącego w rzece,blondyna z blizną na policzku i złotymi oczami,chłopca z ogniem w dłoni,bańkę zbudowaną z gwiazd,panią Ziemię z zamkniętymi oczami,pękającą bańkę.Więcej nie pamiętam.
Teraz już byłam pewna,że ta mała zna przyszłość.
-Muszę już iść.Czeka na mnie chłopak.Pa Jane.-powiedziałam odwracając się.
-Trudny wybór czeka na ciebie,
gdyż będziesz musiała pokonać hermesowe szczenię.
-Co?-odwróciłam się gwałtownie,zaskoczona.
-Nic nie mówiłam.Pa Finnaly.-powiedziała,a mnie nawet nie zastanowiło,że zna moje imię.
Wróciłam do Connora blada i zaskoczona.
-Co się stało?Ducha zobaczyłaś?-zapytał,a ja popatrzyłam na niego jak na idiotę.-Dobra,głupie pytanie.Co się stało?
-Nie ważne,ale masz się opiekować tą dziewczynką i jej rodzeństwem.-powiedziałam stanowczo.
-Czemu?
-Temu i koniec gadania.
-Nie chcesz mówić to nie,ja ci nie każę.Zmieńmy temat.Dziś są u nas tańce z okazji zaręczyn Sileny i Beckendorfa.
-Beckendorfa?
-Charlie'go.
-Aaa i co w związku z tym?
-Tak sobie myślę,czy byś ze mną nie poszła.
-Jasne,że bym poszła głuptasie.Kiedy to jest?
-Za godzinę.
-Godzinę!Jak ja się w tyle przygotuję?
-Tu wystarczy tylko pomyśleć jak chce się wyglądać.
Więc wyobraziłam siebie tak jak wyglądałam na balu u matki.Kwiaty wplecione we włosy,biała,zwiewna sukienka,białe baleriny,bransoletka z piórem,naszyjnik z orłem i kolczyki z łukami.Otworzyłam oczy i stałam tam taka jak w wyobraźni.Connor miał na sobie czarny garnitur.
-Gotowaś,ma damo?
-Gotowam,mój rycerzu.
Poszliśmy na miejsce tańców.Prawie nikogo jeszcze tam nie było.Silena krzątała się od stołu do stołu poprawiając obrusy,Charlie rozmawiał z DJ.Była tam również Bianca z Julie,Clare,Jake'm i Nickiem.Powoli zaczęli się schodzić ludzie.I w tym momencie pojawiły się dekorację.Kolorowe serpentyny,bańki mydlane pojawiały się tysiącami.Z drzew zwisały kolorowe światełka,a w powietrzu unosiły się talerze z pachnącym jedzeniem.
-Zapraszamy do stołów!-krzyknęli narzeczeni i wszyscy usiedliśmy na swoje miejsca.Zauważyłam,że przyszła również Jane z rodzeństwem.Usiedli sami,wystraszeni.
-Clare,myszko usiądź z dziećmi dobrze?-powiedziałam do dziewczynki.
-Ale ja nie jestem już dzieckiem!-zaprotestowała.
-Dzieci dostają labirynty do rozwiązania-zachęciłam.Wiedziałam,że nie będzie potrafiła się temu oprzeć.Kochała zagadki.
-No dobrze.-powiedziała i poszła do Jane.Szybciej by się z nią dogadała.Widziałam jak się razem śmieją.
Bez niej przy naszym stoliku siedział Nico z Biancą,Julie z Jake'm i ja z Connorem.Zostały dwa wolne miejsca,lecz te zostały szybko zajęte przez narzeczonych.
-Tak więc,co was sprowadza do Elizjum?-zapytała Silena dosiadając się do naszego stolika z Charlie'm.
-Jesteśmy na misji,musimy odkryć pewną tajemnicę.-powiedziała Julie.
-Tak?A jaką?
-To teraz nie istotne.-powiedziałam.
-No dobrze,gdzie są ci przeklęci,niewidzialni kelnerzy?-powiedział Charlie,a chwilę potem nadleciał półmisek z jedzeniem.Nałożyliśmy sobie po trochu wszystkiego.Jedzenie było boskie.Najlepsze było chyba spaghetti z bazylią.Do picia był poncz (którego bałam się jak ognia) i sok pomarańczowy.Nagle Connor wstał,podniósł do góry szklankę i powiedział:
-Chciałbym wznieść toast za Silene i Charlesa.Mam nadzieje,że będziecie razem na dobre i na złe!Czas na pierwszy taniec!
Silena i Charlie wstali,podeszli na środek i zaczęli tańczyć do pięknej ballady.Zaczęli się unosić nad ziemią i tańczyć w powietrzu.Na koniec zlecieli powoli na ziemię,Charlie uklęknął na jedno kolano i wyciągnął pierścionek z kieszeni marynarki.
-Chyba czas bym ci się oficjalnie oświadczył,nie przy najbliższych.Sileno Beauregard czy zostaniesz moją żoną?-zapytał z uśmiechem.
-Tak!Charlie tak!-odpowiedziała dziewczyna rzucając się mu na szyję.Mi natomiast popłynęły po twarzy łzy.Mimo,że nie znałam tych ludzi chciałam by byli szczęśliwi i sama chciałam przeżyć tak cudowną chwilę.Mimo,że nie żyją,nie zaszkodziło im to się cieszyć.Nagle Connor pociągnął mnie delikatnie za rękę.
-Chodź,muszę ci coś powiedzieć.

                                                       ***
Wiem zabijecie mnie przy najbliższej nadarzającej się okazji za to,że teraz kończę.Ale muszę was jakoś utrzymać w napięciu :D
Buziaczki.





1 komentarz:

  1. Genialne
    Witam w klubie
    Ja też mam okrutnego Świętego Mikołaja
    Rozumiem Cię
    Ja też mam mało czasu :(
    Weeny i szybkiego powrotu do zdrowia

    OdpowiedzUsuń