Rozdział trzynasty
Hej,hej,hej!Witam was wraz z kolejnym rozdziałem!Mam
nadzieje,że nie zanudzicie mi się na śmierć.Szybka zmiana tematu.Jak tam na
wakacjach (Wakacje się kończą,a ja o tym jak się bawicie.Po prostu genialne
wyczucie czasu,ale to przecież ja :D)?Szkoda,że już tylko 2 tygodnie i powrót
do szkoły :c.Mam tylko szczerą nadzieje,że nie trafię do klasy z samymi
dziwnymi ludźmi i,że będę mieć normalnych nauczycieli,co w mojej nowej szkole
jest bardzo wątpliwe.Nie jestem zadowolona z tego rozdziału.Według mnie wyszedł
mi chyba trochę nudny.No dobra,koniec tego użalania się nad swoim okrutnym
losem i życzę miłego czytania :D :D :D :D.
P.S.Piszcie co tam u was.Chce wiedzieć,czy moi herosi
jeszcze żyją,czy zjadły ich potwory :D.
P.S.S.Było by mi bardzo miło,gdyby pod tym postem były 2
albo 3 komentarze.Zróbcie mi z tego taki ładny prezent na urodziny :D.
P.S.S.S. Dla fanów Harrego Pottera.Jeśli według was
wzorowałam ten rozdział na treściach owej książki,to bardzo się mylicie.Po
prostu stwierdziłam,że było by fajnie,gdyby za dotychczasowy trud nasi
bohaterowie dostali jakąś nagrodę.Słowa „patronus” użyłam dla tego,bo nie
wiedziałam jak to ładnie ubrać w słowa. Wyrazy „stróż” i „dobry duch” nie mogły
się powtarzać non-stop (i tak się powtarzają,ale szczegół :D).Więc nie bądźcie
na mnie za to źli.Tak ładnie proszę :D.
***
-Aha.A tak na poważnie?-zapytałam się całej ekipy statku.Za
nic nie dopuszczałam do siebie myśli,że mam walczyć z Szefem Wszystkich Szefów.
-Piękna to co teraz powiem może tobą wstrząsnąć,ale to
prawda-powiedział Leon z nerwowym uśmiechem.
-Ok.Może mi powiecie co wy robicie?
-My walczymy z Gają,która właśnie się budzi-wymruczał Frank
nieufnie.Coś tak czułam,że łatwo nie zdobędę jego zaufania.
-Jednym słowem mamy nieźle przewalone.
-No-odpowiedział Jason zajęty patrzeniem się na swoją
dziewczynę.Piper w tym czasie niczego nieświadoma zamiatała pokład.
-Dobra,to ja się zbieram-powiedziałam wstając od
stołu.Musiałam przecież szybko przekazać informacje dla Artemidy.
-To może ja cię stąd wyprowadzę piękna?-zapytał Leon
puszczając do mnie oko.
-Ależ proszę bardzo Królu
Przystojniaku-powiedziałam,odpowiadając na jego zaloty uśmiechem.
„To przecież tylko niewinny flirt.Co może się stać?”
Leon prowadząc mnie przez korytarz,ciągle do mnie zarywał.A
to puszczał oczko,a to nazywał mnie ślicznotką.Gdy w końcu doszliśmy do iryfonu
spojrzałam na zegarek.
„Matko kochana!Już po trzeciej?Siedziałam tu aż 2 godziny?”
-To ja uciekam.Pa Leoś.
„Pa Leoś?Co to miało być?”
-Czekaj chwilę-powiedział chłopak i się do mnie
przybliżył,tak że czułam na twarzy jego oddech.Wtem stało się coś czego się nie
spodziewałam.Leo mnie przytulił.
-Uważaj na siebie co?
-Postaram się,ale wiesz jak to jest.Jednego dnia żyjesz i
się bawisz,a drugiego leżysz na stosie pogrzebowym.Ty też na siebie uważaj.-powiedziałam
nadal się do niego tuląc.Pachniał smarem i dymem.Dziwne połączenie.
-Ekhem,Finn możemy wiedzieć CO TY ROBISZ?!-powiedział ktoś
sprawiając,że odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni.Totalnie zaskoczona zaczęłam
rozglądać się po pokoju,ale niczego nie zobaczyłam.Dopiero potem zajarzyłam.W
iryfonie stała Julie przyglądając się całej sytuacji.
-Yyy…Ja…no wiesz…Pa Leon-powiedziałam wskakując do obrazu.I
znowu sytuacja się powtarza.Ciemność,ślepota i dywan zamiast drewna.
-Witamy panią w domu.Czy może pani powiedzieć co pani robiła
tam tyle czasu?-zapytała się Artemida tupiąc nogą.Widać było,że jest ciut
wkurzona.
-Ja?
-Tak ty.Mów.Teraz.
-No tak.Byłam na Argo II,poznałam jego
załogę,porozmawialiśmy sobie,i poznałam z czym walczymy-to ostatnie wyszeptałam
cicho.Miałam nadzieję,że tego nie usłyszeli.Złudną nadzieję.
-To co mamy pokonać?-tym razem głos zabrał Jake.
-Uranosa-wychrypiałam nie zrozumiale.
-Co?
-Uranosa-powiedziałam i patrzyłam na malujące się na ich
twarzach przerażenie.To było nawet śmieszne.
-No to mamy mały problem-powiedziała Clare.Była w jakimś
stopniu podobna do Nico.Tak samo jak on zachowywała trzeźwość umysłu gdy inni
się załamywali.
-Nie taki wcale mały,bo Gaja też się budzi.
-Ok,a wiemy może w jakim stopniu są wykształceni,obudzeni?
-Kiedy ostatnio widziałam Uranosa we śnie,mówił coś o
wykształceniu twarzy.Natomiast Leon mówił,że Gaja już tylko drzemię.
-Czekaj.Leon to ten,z którym się obściskiwałaś?-zapytała
Julie z podejrzliwością.
-Tak,to znaczy nie.On mnie tylko
podnosił na duchu-mówiąc to czułam jak policzki mi płonął.
„Próbujesz przekonać ich czy
siebie?”
-Skoro sprawy maja taki obrót
musicie bardzo szybko wyruszyć.Dzisiaj o 18 wyruszacie.Przyjdźcie do mnie przed
17.Chce wam coś dać-powiedział Artemida wychodząc z namiotu.
***
Pakowanie nie zajęło mi dużo
czasu.To pewnie dlatego,że do mojego wyposarzenia należały 4 koszulki,2 pary
spodni (jedne moro,a drugie dżinsy),nóż,ambrozja i nektar oraz trochę jedzenia
i napoju śmiertelników.Do tego szampon,szczoteczka do zębów i pasta.O godzinie
17 stawiłam się w namiocie matki.Stała tam,a przed nią 4 szklane płytki.W
każdym z nich był jakiś błękitny dym.Gdy już pojawili się wszyscy po prostu nie
mogłam się powstrzymać.
-Ha!Pierwszy raz w życiu przyszłam
pierwsza!
-Finn to nie czas na chwalenie się.Siadajcie
i częstujcie się-w chwili gdy to powiedziała przed nami zamigotał stół z
ciastkami i herbatą.Wzięłam sobie na talerzyk kawałek szarlotki i nalałam do
filiżanki herbaty.
„Mmm...Malina i kardamon.Moja
ulubiona.”
-No dobrze.Widzicie te płytki.Wiążę
się z nimi pewna historia.Czytaliście kiedyś „Harry Potter”?
-Tak,ale co to ma do
rzeczy?-spytała Clare zdziwiona.
-Występowały tam patronusy.Duchy
chroniące właściciela.Grecy wierzyli,że każdy z nich ma takiego stróża,który
nad nim czuwa.W większości były to postaci zwierzęce,ale zdarzali się ci co
mieli stróży pod postacią ludzi,roślin lub przedmiotów.Oczywiście nie wszyscy
mieli takie szczęście by go posiadać.W większości stróżem bogowie obdarowywali śmiertelników,którzy
im się zasłużyli.Sama dałam parę takich.Sara McJames sobie na niego
zasłużyła.Broniła przyrodę i organizowała akcję na rzecz zagrożonych
zwierząt.Dałam jej go.Po przywołaniu przybrał kształt kruka.Chronił ją przez
całe życie.W każdym bądź razie duch nie przybiera kształtu jakiego chcemy.On
odzwierciedla naszą duszę i charakter.W rzadkich przypadkach przybiera postać
widzialną,czyli że każdy może go zobaczyć.Ukrytą formę,czyli ducha mogą
zobaczyć tylko herosi,albo śmiertelnicy z darem widzenia.Teraz
najważniejsze.Waszego stróża możecie dotykać tylko wy.Inaczej będą problemy.
-Ok,jakie problemy?-zapytała
Julie.
-Takie,że może on się od was odłączyć
i stać się samodzielną jednostką,a nawet was znienawidzić.Jeszcze jedno.Dobre
duchy będą z wami do końca życia i mogą walczyć.Nigdy nie umrą,chyba że ich
właściciel zginie.Więc chcecie je ode mnie przyjąć?
-Tak-powiedzieliśmy chórem i
wstaliśmy z poduszek.Mimo,że ciasto mi smakowało nie zjadłam całego.Byłam zbyt
przejęta tym co miałam zobaczyć.
-To po kolei.Clare podejdź i weź
jeden.Potem stań w bezpiecznej odległości i zbij go.
Clare podeszła do stolika i wzięła
pierwszą z brzegu.Potem oddaliła się i zamiast zbić go od razu zaczekała.Zrozumiałam
dlaczego.Chciała,żebyśmy zrobili to razem.Dalej w kolejności była Julie,ja i
Jake.Stanęliśmy obok siebie wpatrując się w nasze szybki.Dopiero potem zauważyłam,że
był tam wyryty jakiś tekst.
„Finnaly Ramosca stróż.Zużyć przed upływem 5 godzin od arcyciekawej
historii pani Artemidy.Powodzenia i wymarzonego dobrego ducha życzą
Nieśmiertelne Łowczynie Artemidy.”
Na każdym wosku było napisane coś
w tym stylu.Stwierdziłam,że mam dość czekania i przejęłam inicjatywę.
-To na trzy.Raz,dwa,trzy.Już!-krzyknęłam
zbijając płytkę podeszwą buta.Inni poszli w moje ślady.Gdy już było po
wszystkim z pobitego szkła zaczął unosić się niebieski dym,stopniowo
wypełniając całe pomieszczenie.Po chwili przed każdym z nas pojawiło się koło
fortuny,a nad nim biały napis „Zakręć i dostań stróża”.Były na nim zdjęcia
całej masy zwierząt,przedmiotów i roślin.Był też tam tylko jeden obrazek
anioła.Wtedy zauważyłam jedną rzecz.Tam były też mistyczne stworzenia jak
smok,jednorożec i wróżka.
„Ciekawe czym będzie mój stróż?”
Zakręciłam kołem.Na początku
wirowało bardzo szybko,by potem zacząć stopniowo zwalniać.Koło mało nie
doprowadziło mnie do zawału ostro zwalniając przy dzbanku.
„Patronus dzbanek?No
oczywiście.Czy ja wyglądam na filiżankę?”
W końcu się zatrzymało.Jakie było
moje zaskoczenie gdy okazało się,że moim stróżem jest…dzbanek.Tak sobie tylko z
was żartuję.To był smok.Tuz przede mną zaczęło migotać jajko.Wielkością przypominało
strusie,ale było niebieskie.Następnie to duże koło znikło,a na jego miejsce
pojawiło się takie same tylko mniejsze.Było przedzielone na pół.Na jednej
stronie widniał napis „widoczny”,a na drugim „ukryty”.Znowu zakręciłam
kołem.Wylosowałam,że smok miał być ukryty.W sumie dobrze.Wyobraźcie sobie smoka
wielkości domku letniskowego.Wywołało by to panikę,nawet na Manhhatanie,gdzie
codziennie po ulicy chodzął bezdomni drący się „Kosmici,kosmici nadchodzą!”.Spojrzałam
na innych.Julie trzymała w rękach małego liska,Jake bawił się na podłodze z
lwiątkiem,a na ramieniu Clare siedziało małe,szare piskle.Nagle jajko zaczęło
pękać.Najpierw pojawiła się niebieska główka,potem grzbiet ze skrzydłami,a na
samym końcu skorupka całkowicie się rozpadła,a w mojej ręce siedziała niebieska
jaszczurka ze skrzydłami.
-Gratulacje!O to wasi
stróżowie!Finn nigdy nie spotkałam się z kimś kto miałby smoka jako dobrego
ducha.Widzę,że wszyscy macie ukryte patronusy-powiedziała Artemida wpatrując
się w mojego stróża.
„Muszę mu nadać jakieś imię.”
-„A co powiesz na Sam.To skrót od
Samantha.”-powiedział jakiś głos w mojej głowie.Zrozumiałam,że to mój smok.
„Pasuje do ciebie.A więc Sam.Teraz
cichutko,bo muszę porozmawiać z mamą.”
-„Artemida to twoja matka?”
„Tak.”
-„To już nie przeszkadzam.”
-Matko,bo wiesz.Wyobrażałam sobie
smoka jako mostrum,a nie jako jaszczurkę mieszczącą mi się w ręce.
-„Ej!To,że jestem mała nie
znaczy,że jestem słaba!”
„Sorki,ale myślałam,że będziesz
ciut większa.”
-Spokojnie,urośnie.Będzie mniej
więcej rozmiaru dorosłej zebry.Kiedyś może nawet będziesz mogła na nim latać.
-Tylko jak my je
przewieziemy?-spytał Jake sensownie.
-Ty i Julie będziecie mieli przy
siodłach specjalne kieszenie na waszych stróżów.Natomiast Clare i Finnaly będą
je mieć na swoich ramionach.Proste i szybkie rozwiązanie problemu.A teraz
raz,raz!Już po 18!Biegiem do pegazów i ruchy!
Więc pobiegliśmy.W ciągu chwili
znaleźliśmy się obok naszych pegazów.Już w powietrzu pomachałam do wszystkich w
Obozie Łowczyń i odleciałam w kierunku Los Angeles.
-„Ahoj przygodo!”
„Masz rację Sam.Ahoj przygodo”
Ostatnie dwa słowa powiedziałam już
na głos.
1. Super rozdział <3 (ale szkoda, że nie ma Connora xd)
OdpowiedzUsuń2. Nie zjadły mnie potwory :3 Nadal żyję! Hurra!
3. Nie jestem fanką Harrego Pottera, więc nie zauważyłam jakiegoś powiązania z nim w do patronusów c; jedynie ten smok skojarzył mi się jakoś z Eragonem :D
4. Też chce końca wakacji !!! :,,c
Pozdrawiam ^^
*4. Też NIE chcę końca wakacji xd
OdpowiedzUsuńMoja ograniczona głupotą główka nawet nie wpadła,że to może mieć powiązanie z Eragonem :D Pozdrowionka :D
OdpowiedzUsuń