czwartek, 22 sierpnia 2013

Rozdział trzynasty "Mój stróż Samantha"

Rozdział trzynasty
Hej,hej,hej!Witam was wraz z kolejnym rozdziałem!Mam nadzieje,że nie zanudzicie mi się na śmierć.Szybka zmiana tematu.Jak tam na wakacjach (Wakacje się kończą,a ja o tym jak się bawicie.Po prostu genialne wyczucie czasu,ale to przecież ja :D)?Szkoda,że już tylko 2 tygodnie i powrót do szkoły :c.Mam tylko szczerą nadzieje,że nie trafię do klasy z samymi dziwnymi ludźmi i,że będę mieć normalnych nauczycieli,co w mojej nowej szkole jest bardzo wątpliwe.Nie jestem zadowolona z tego rozdziału.Według mnie wyszedł mi chyba trochę nudny.No dobra,koniec tego użalania się nad swoim okrutnym losem i życzę miłego czytania :D :D :D :D.
P.S.Piszcie co tam u was.Chce wiedzieć,czy moi herosi jeszcze żyją,czy zjadły ich potwory :D.
P.S.S.Było by mi bardzo miło,gdyby pod tym postem były 2 albo 3 komentarze.Zróbcie mi z tego taki ładny prezent na urodziny :D.
P.S.S.S. Dla fanów Harrego Pottera.Jeśli według was wzorowałam ten rozdział na treściach owej książki,to bardzo się mylicie.Po prostu stwierdziłam,że było by fajnie,gdyby za dotychczasowy trud nasi bohaterowie dostali jakąś nagrodę.Słowa „patronus” użyłam dla tego,bo nie wiedziałam jak to ładnie ubrać w słowa. Wyrazy „stróż” i „dobry duch” nie mogły się powtarzać non-stop (i tak się powtarzają,ale szczegół :D).Więc nie bądźcie na mnie za to źli.Tak ładnie proszę :D.
                                                         ***
-Aha.A tak na poważnie?-zapytałam się całej ekipy statku.Za nic nie dopuszczałam do siebie myśli,że mam walczyć z Szefem Wszystkich Szefów.
-Piękna to co teraz powiem może tobą wstrząsnąć,ale to prawda-powiedział Leon z nerwowym uśmiechem.
-Ok.Może mi powiecie co wy robicie?
-My walczymy z Gają,która właśnie się budzi-wymruczał Frank nieufnie.Coś tak czułam,że łatwo nie zdobędę jego zaufania.
-Jednym słowem mamy nieźle przewalone.
-No-odpowiedział Jason zajęty patrzeniem się na swoją dziewczynę.Piper w tym czasie niczego nieświadoma zamiatała pokład.
-Dobra,to ja się zbieram-powiedziałam wstając od stołu.Musiałam przecież szybko przekazać informacje dla Artemidy.
-To może ja cię stąd wyprowadzę piękna?-zapytał Leon puszczając do mnie oko.
-Ależ proszę bardzo Królu Przystojniaku-powiedziałam,odpowiadając na jego zaloty uśmiechem.
„To przecież tylko niewinny flirt.Co może się stać?”
Leon prowadząc mnie przez korytarz,ciągle do mnie zarywał.A to puszczał oczko,a to nazywał mnie ślicznotką.Gdy w końcu doszliśmy do iryfonu spojrzałam na zegarek.
„Matko kochana!Już po trzeciej?Siedziałam tu aż 2 godziny?”
-To ja uciekam.Pa Leoś.
„Pa Leoś?Co to miało być?”
-Czekaj chwilę-powiedział chłopak i się do mnie przybliżył,tak że czułam na twarzy jego oddech.Wtem stało się coś czego się nie spodziewałam.Leo mnie przytulił.
-Uważaj na siebie co?
-Postaram się,ale wiesz jak to jest.Jednego dnia żyjesz i się bawisz,a drugiego leżysz na stosie pogrzebowym.Ty też na siebie uważaj.-powiedziałam nadal się do niego tuląc.Pachniał smarem i dymem.Dziwne połączenie.
-Ekhem,Finn możemy wiedzieć CO TY ROBISZ?!-powiedział ktoś sprawiając,że odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni.Totalnie zaskoczona zaczęłam rozglądać się po pokoju,ale niczego nie zobaczyłam.Dopiero potem zajarzyłam.W iryfonie stała Julie przyglądając się całej sytuacji.
-Yyy…Ja…no wiesz…Pa Leon-powiedziałam wskakując do obrazu.I znowu sytuacja się powtarza.Ciemność,ślepota i dywan zamiast drewna.
-Witamy panią w domu.Czy może pani powiedzieć co pani robiła tam tyle czasu?-zapytała się Artemida tupiąc nogą.Widać było,że jest ciut wkurzona.
-Ja?
-Tak ty.Mów.Teraz.
-No tak.Byłam na Argo II,poznałam jego załogę,porozmawialiśmy sobie,i poznałam z czym walczymy-to ostatnie wyszeptałam cicho.Miałam nadzieję,że tego nie usłyszeli.Złudną nadzieję.
-To co mamy pokonać?-tym razem głos zabrał Jake.
-Uranosa-wychrypiałam nie zrozumiale.
-Co?
-Uranosa-powiedziałam i patrzyłam na malujące się na ich twarzach przerażenie.To było nawet śmieszne.
-No to mamy mały problem-powiedziała Clare.Była w jakimś stopniu podobna do Nico.Tak samo jak on zachowywała trzeźwość umysłu gdy inni się załamywali.
-Nie taki wcale mały,bo Gaja też się budzi.
-Ok,a wiemy może w jakim stopniu są wykształceni,obudzeni?
-Kiedy ostatnio widziałam Uranosa we śnie,mówił coś o wykształceniu twarzy.Natomiast Leon mówił,że Gaja już tylko drzemię.
-Czekaj.Leon to ten,z którym się obściskiwałaś?-zapytała Julie z podejrzliwością.
-Tak,to znaczy nie.On mnie tylko podnosił na duchu-mówiąc to czułam jak policzki mi płonął.
„Próbujesz przekonać ich czy siebie?”
-Skoro sprawy maja taki obrót musicie bardzo szybko wyruszyć.Dzisiaj o 18 wyruszacie.Przyjdźcie do mnie przed 17.Chce wam coś dać-powiedział Artemida wychodząc z namiotu.
                                                     ***
Pakowanie nie zajęło mi dużo czasu.To pewnie dlatego,że do mojego wyposarzenia należały 4 koszulki,2 pary spodni (jedne moro,a drugie dżinsy),nóż,ambrozja i nektar oraz trochę jedzenia i napoju śmiertelników.Do tego szampon,szczoteczka do zębów i pasta.O godzinie 17 stawiłam się w namiocie matki.Stała tam,a przed nią 4 szklane płytki.W każdym z nich był jakiś błękitny dym.Gdy już pojawili się wszyscy po prostu nie mogłam się powstrzymać.
-Ha!Pierwszy raz w życiu przyszłam pierwsza!
-Finn to nie czas na chwalenie się.Siadajcie i częstujcie się-w chwili gdy to powiedziała przed nami zamigotał stół z ciastkami i herbatą.Wzięłam sobie na talerzyk kawałek szarlotki i nalałam do filiżanki herbaty.
„Mmm...Malina i kardamon.Moja ulubiona.”
-No dobrze.Widzicie te płytki.Wiążę się z nimi pewna historia.Czytaliście kiedyś „Harry Potter”?
-Tak,ale co to ma do rzeczy?-spytała Clare zdziwiona.
-Występowały tam patronusy.Duchy chroniące właściciela.Grecy wierzyli,że każdy z nich ma takiego stróża,który nad nim czuwa.W większości były to postaci zwierzęce,ale zdarzali się ci co mieli stróży pod postacią ludzi,roślin lub przedmiotów.Oczywiście nie wszyscy mieli takie szczęście by go posiadać.W większości stróżem bogowie obdarowywali śmiertelników,którzy im się zasłużyli.Sama dałam parę takich.Sara McJames sobie na niego zasłużyła.Broniła przyrodę i organizowała akcję na rzecz zagrożonych zwierząt.Dałam jej go.Po przywołaniu przybrał kształt kruka.Chronił ją przez całe życie.W każdym bądź razie duch nie przybiera kształtu jakiego chcemy.On odzwierciedla naszą duszę i charakter.W rzadkich przypadkach przybiera postać widzialną,czyli że każdy może go zobaczyć.Ukrytą formę,czyli ducha mogą zobaczyć tylko herosi,albo śmiertelnicy z darem widzenia.Teraz najważniejsze.Waszego stróża możecie dotykać tylko wy.Inaczej będą problemy.
-Ok,jakie problemy?-zapytała Julie.
-Takie,że może on się od was odłączyć i stać się samodzielną jednostką,a nawet was znienawidzić.Jeszcze jedno.Dobre duchy będą z wami do końca życia i mogą walczyć.Nigdy nie umrą,chyba że ich właściciel zginie.Więc chcecie je ode mnie przyjąć?
-Tak-powiedzieliśmy chórem i wstaliśmy z poduszek.Mimo,że ciasto mi smakowało nie zjadłam całego.Byłam zbyt przejęta tym co miałam zobaczyć.
-To po kolei.Clare podejdź i weź jeden.Potem stań w bezpiecznej odległości i zbij go.
Clare podeszła do stolika i wzięła pierwszą z brzegu.Potem oddaliła się i zamiast zbić go od razu zaczekała.Zrozumiałam dlaczego.Chciała,żebyśmy zrobili to razem.Dalej w kolejności była Julie,ja i Jake.Stanęliśmy obok siebie wpatrując się w nasze szybki.Dopiero potem zauważyłam,że był tam wyryty jakiś tekst.
Finnaly Ramosca stróż.Zużyć przed upływem 5 godzin od arcyciekawej historii pani Artemidy.Powodzenia i wymarzonego dobrego ducha życzą Nieśmiertelne Łowczynie Artemidy.”
Na każdym wosku było napisane coś w tym stylu.Stwierdziłam,że mam dość czekania i przejęłam inicjatywę.
-To na trzy.Raz,dwa,trzy.Już!-krzyknęłam zbijając płytkę podeszwą buta.Inni poszli w moje ślady.Gdy już było po wszystkim z pobitego szkła zaczął unosić się niebieski dym,stopniowo wypełniając całe pomieszczenie.Po chwili przed każdym z nas pojawiło się koło fortuny,a nad nim biały napis „Zakręć i dostań stróża”.Były na nim zdjęcia całej masy zwierząt,przedmiotów i roślin.Był też tam tylko jeden obrazek anioła.Wtedy zauważyłam jedną rzecz.Tam były też mistyczne stworzenia jak smok,jednorożec i wróżka.
„Ciekawe czym będzie mój stróż?”
Zakręciłam kołem.Na początku wirowało bardzo szybko,by potem zacząć stopniowo zwalniać.Koło mało nie doprowadziło mnie do zawału ostro zwalniając przy dzbanku.
„Patronus dzbanek?No oczywiście.Czy ja wyglądam na filiżankę?”
W końcu się zatrzymało.Jakie było moje zaskoczenie gdy okazało się,że moim stróżem jest…dzbanek.Tak sobie tylko z was żartuję.To był smok.Tuz przede mną zaczęło migotać jajko.Wielkością przypominało strusie,ale było niebieskie.Następnie to duże koło znikło,a na jego miejsce pojawiło się takie same tylko mniejsze.Było przedzielone na pół.Na jednej stronie widniał napis „widoczny”,a na drugim „ukryty”.Znowu zakręciłam kołem.Wylosowałam,że smok miał być ukryty.W sumie dobrze.Wyobraźcie sobie smoka wielkości domku letniskowego.Wywołało by to panikę,nawet na Manhhatanie,gdzie codziennie po ulicy chodzął bezdomni drący się „Kosmici,kosmici nadchodzą!”.Spojrzałam na innych.Julie trzymała w rękach małego liska,Jake bawił się na podłodze z lwiątkiem,a na ramieniu Clare siedziało małe,szare piskle.Nagle jajko zaczęło pękać.Najpierw pojawiła się niebieska główka,potem grzbiet ze skrzydłami,a na samym końcu skorupka całkowicie się rozpadła,a w mojej ręce siedziała niebieska jaszczurka ze skrzydłami.
-Gratulacje!O to wasi stróżowie!Finn nigdy nie spotkałam się z kimś kto miałby smoka jako dobrego ducha.Widzę,że wszyscy macie ukryte patronusy-powiedziała Artemida wpatrując się w mojego stróża.
„Muszę mu nadać jakieś imię.”
-„A co powiesz na Sam.To skrót od Samantha.”-powiedział jakiś głos w mojej głowie.Zrozumiałam,że to mój smok.
„Pasuje do ciebie.A więc Sam.Teraz cichutko,bo muszę porozmawiać z mamą.”
-„Artemida to twoja matka?”
„Tak.”
-„To już nie przeszkadzam.”
-Matko,bo wiesz.Wyobrażałam sobie smoka jako mostrum,a nie jako jaszczurkę mieszczącą mi się w ręce.
-„Ej!To,że jestem mała nie znaczy,że jestem słaba!”
„Sorki,ale myślałam,że będziesz ciut większa.”
-Spokojnie,urośnie.Będzie mniej więcej rozmiaru dorosłej zebry.Kiedyś może nawet będziesz mogła na nim latać.
-Tylko jak my je przewieziemy?-spytał Jake sensownie.
-Ty i Julie będziecie mieli przy siodłach specjalne kieszenie na waszych stróżów.Natomiast Clare i Finnaly będą je mieć na swoich ramionach.Proste i szybkie rozwiązanie problemu.A teraz raz,raz!Już po 18!Biegiem do pegazów i ruchy!
Więc pobiegliśmy.W ciągu chwili znaleźliśmy się obok naszych pegazów.Już w powietrzu pomachałam do wszystkich w Obozie Łowczyń i odleciałam w kierunku Los Angeles.
-„Ahoj przygodo!”
„Masz rację Sam.Ahoj przygodo”

Ostatnie dwa słowa powiedziałam już na głos.

3 komentarze:

  1. 1. Super rozdział <3 (ale szkoda, że nie ma Connora xd)
    2. Nie zjadły mnie potwory :3 Nadal żyję! Hurra!
    3. Nie jestem fanką Harrego Pottera, więc nie zauważyłam jakiegoś powiązania z nim w do patronusów c; jedynie ten smok skojarzył mi się jakoś z Eragonem :D
    4. Też chce końca wakacji !!! :,,c

    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. *4. Też NIE chcę końca wakacji xd

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja ograniczona głupotą główka nawet nie wpadła,że to może mieć powiązanie z Eragonem :D Pozdrowionka :D

    OdpowiedzUsuń